niedziela, 4 czerwca 2017

Małe Secrets of Beauty - porozmawiajmy o urodzie, Spotkanie z MALU WILZ


   W życiu ważna jest umiejętność wyciągania wniosków z popełnionych przez siebie błędów. Jako że ostatnia
moja podróż pociągiem nie obyła się bez drobnych psikusów losu, tym razem, mając do wyboru dwie różne
godziny odjazdu z Blachowni do Częstochowy, wybrałam oczywiście wcześniejszą, mimo, że skutkowało to godziną
oczekiwania na pociąg, podczas gdy w drugim przypadku byłabym idealnie na styk. Jednak lepiej mieć więcej...


CZASU mi nie brakowało. W końcu. Odjazd pociągu do Warszawy przewidziano na 7:51, a ja w Częstochowie
byłam już 6:47. Kiedy tak siedziałam sobie w moim wioskowym PeKaeSie spojrzałam na paznokcie i FUCK,
jak zwykle, zapomniałam... Lekko zdarte pazury nie prezentowały się najlepiej. Miałam nadzieję, że o tej porze
trafię na czynny KIOSK, gdzie poczynię drobny zakup. Płonne były nadzieje me... ale dojrzałam osiedlowy 
sklepik. Wchodzę, proszę o zmywacz, jest. Pytam o lakier, też jest. Wacików nie brałam, dałam radę chusteczkami. 


W toalecie na stacji Częstochowa Stradom doprowadziłam paznokcie do stanu używalności. To nic, że jedyny lakier
w jasnym odcieniu to była perła z ADOSa, którego trzeba było zużyć do KWIETNIA 2014 ROKU!!! Skubany dał radę!
Parę minut po 7:00 wyszłam z toalety i skierowałam swoje kroki do automatu z kawą Dallmayr, gdzie za każdym
razem kupują kremową czekoladę, jest idealna na przebudzenie. Popijam ją sobie spokojnie, lajkuję foty 
na Insta, dokoła cisza i spokój. 7:27. 24 minuty do odjazdu pociągu. W tym momencie jakieś zgromadzenie 
anielskie (bo jeden anioł nie dałby rady mnie unieść) wyciągnęło mnie za uszy pod tablicę z rozkładem jazdy.
PRZYJAZDY - jest jakiś Wrocław. ODJAZDY - Warszawy brak. ????? Idę do kasy z pytaniem, czy ten pociąg 
do Warszawy to będzie jechał? Pani zrobiła wielkie oczy i dalej nura w internety, po czym upewniona mówi, 
że tak... z tego drugiego dworca (czyt. Częstochowa Główna). A jeszcze wczoraj sprawdzałam i był Stradom. 
Bez paniki, mówię sobie. MAM CZAS. Nauczona doświadczeniem... MAM CZAS. Wychodzę przed dworzec, 
jedna, jedyna taksówka czeka na mnie. Podchodzę, od szyb odbija się słońce. Będzie upalnie. Otwieram drzwi,
wrzucam swoje graty na tylne siedzenie, dorzucam swoją dupę i radośnie mówię DZIEŃ DOBRY! Cisza.



Nikogo nie ma w samochodzie. Wszystko na wierzchu, muzyka gra. Nikogo na zewnątrz. Czeski film, do diabła.
Bez paniki powtarzam sobie, bez paniki. Wychodzę z taksówki i widzę dupę faceta, który namiętnie grzebie
sobie w bagażniku. Skończył i pakuje się do auta. Atakuję. "Czy PRZYPADKIEM jedzie Pan w kierunku miasta?",
"Do centrum?". Tu już nastąpiło powiększenie źrenic, mniej więcej do tych rozmiarów, które ma kot patrzący na surowe
mięso. Pan tak lekko się uśmiecha, niby zaczyna mówić, że w sumie to nie... i tu następuje wachlowanie rzęsami
(EYLURE No 70) i moje stwierdzenie "Jedzie Pan do miasta", na co Pan: "Pani wsiada" :) Siadam więc i nie
wierzę, że TO SIĘ DZIEJE. Pan oczywiście odwozi mnie pod same drzwi dworca (tak na wypadek, gdybym
je pomyliła z drzwiami poczty, która jest obok). A ja mam 10 minut do odjazdu. Chorąży zawsze zdąży.

Za całą stówę za bilet mamy (w sensie ja i Dobrusia, do której dołączyłam) cały wagon i dowolnie wybrany
przedział. I czyste powietrze oraz butelkę wody od Pana z Warsa), (z tym powietrzem to serio mówię, jako
że przedziały wyszły z mody i każdy chce jechać bezprzedziałowym, wszyscy więc tam siedzą na kupie i śmierdzą
masą ludzką). Dwie godziny mija szybko i obie dobijamy do brzegu, Warszawa, cel - urokliwa Saska Kępa.


O 10:20 jesteśmy już pod siedzibą firmy MALU WILZ, która mieści się na Wąchockiej 18. Brama otwarta,
jednak nikogo nie widać. Ale jesteśmy 40 minut przed czasem, więc BEZ PANIKI. Przed spotkaniem postanowiłyśmy
strzelić sobie kawkę w cukierni IRENA, jakieś 40 kroków wstecz od siedziby firmy. Cukiernia założona w roku
1937 łączy jakość, smak i tradycyjne receptury. A my dwie tam jak dzieci w raju z zabawkami :) Jedząc
sobie tartę z owocami widziałyśmy, jak na spotkanie podążają kolejne osoby (Esiak, Mazgoo i Annabelle).
Za dwadzieścia 11:00 już w piątkę czekałyśmy pod bramą, którą ktoś pod naszą nieobecność zdążył
zamknąć na klucz (?!). Pomalutku zgromadzili się wszyscy. Kiedy było już za dziesięć 11:00 Michał rozpoczął
próby kontaktu z firmą, wszelkimi kanałami, a każda z nich kończyła się fiaskiem. Po odstaniu akademickiego
kwadransa postanowiliśmy udać się na śniadanie na trawie do Parku Skaryszewskiego. Takiego nieposzanowania
w kontaktach biznesowych nie spotkałam już dawno. Ludzie wstają o 3:00, 4:00 w nocy, żeby dojechać
z Wrocławia, Konina, Krakowa czy Lublina i być NA CZAS (leitmotiv tego wywodu), a ktoś mieszkający kilka
kilometrów od siedzimy firmy, nie pojawia się o ustalonej godzinie... Kiedy już dotarliśmy całą grupą do parku,
zatrzymuje nas telefon do Michała. I to oburzenie połączone ze zdziwieniem, że nie ma NAS na miejscu! ...
Tekst o tym, że gospodarze widzieli nas przez okno... ??!!??... serio? Widzimy gości ale ich nie wpuścimy?
Może to jakieś nowe, warszawskie praktyki. Generalnie nie denerwuję się na coś, na co nie mam wpływu,
ale szkoda mi było organizatora spotkania, który ustala szczegóły wydarzenia od stycznia tego roku,
a w dniu kulminacyjnym rozbija nos o zamkniętą bramę. Takim zachowaniom trzeba powiedzieć NIE!

EDIT 05.06.2017

Na uprzejmą prośbę Pana Jacka informuję, że telefony firmowe, pod które dzwonił Organizator nie były obecne
w firmie, ponieważ na weekend zabrali je ze sobą pracownicy... WIERZĘ.

Organizator nie miał ze sobą prywatnego numeru Pana Jacka, ponieważ drugi telefon zostawił w domu. Gdyby
udało się dodzwonić prywatnie, cała seria NIEFORTUNNYCH ZDARZEŃ na pewno nie miałaby miejsca. WIERZĘ.


O godzinie 12:00 rozpoczyna się spotkanie. Wita nas Pan Jacek Szymański, wspólnik zarządzający Malu Wilz,
oraz Pani Kasia, szkoleniowiec marki. Goście zostali zaproszeni do pokoju, w którym odbył się poczęstunek.
Jednak 12 zaproszonych osób nie usłyszało ani słowa na temat przyczyn godzinnego opóźnienia.
Jednak dobrze, że Cukiernia IRENA była po drodze, poziom cukru we krwi podtrzymywał w nas dobry nastrój,
mogło skończyć się gorzej, wszak Polak głodny to Polak zły, a szczególnie BABY ;) Przejdźmy do istoty spotkania.


MALU WILZ Beauté Gmbh założona została 1985 roku. Nazwa firmy pochodzi od nazwiska niemieckiej wizażystki Malu Wilz, która należy do najbardziej rozpoznawalnych wizażystek na świecie. Malu Wilz jest ekskluzywną niemiecką marką specjalizującą się w produktach do pielęgnacji twarzy oraz profesjonalnych kosmetykach do makijażu. Łączy w swoich produktach doskonałą jakość, nowoczesną technologię oraz naukę.


Siedziba firmy to kilka przestronnych, ładnie urządzonych pomieszczeń. Jak na Saską Kępę przystało miejsce
ma swój klimat. Szczególnie ładnie prezentowała się sala z lustrami, gdzie - jak się domyślam - przeprowadzane
są szkolenia z wizażu. Właśnie w tej sali marka przygotowała dla nas prezentację dwóch zabiegów pielęgnacyjnych.



Modelką była Ania z bloga Kolorowy Kraj - klik - zajrzyjcie na bloga, choćby po inną relację. Spodobał mi się
sposób nakładania peelingu enzymatycznego (dwoma pędzlami) oraz odżywczej maski-pianki, którą aplikuje się
na warstwę gazy, następnie przekłada kolejną gazą. Na tak otulonej buzi buduje się chusteczkowe domki,
które mają na celu ogrzewanie maski, dzięki czemu składniki aktywne działają lepiej i szybciej. Ale to jeszcze
nie koniec. Przed etapem masażu "opatrunek" jest zdejmowany i przekładany na dłonie. Prostota, minimalizm,
podwójna moc korzyści dla skóry. Wracając do zabiegu. Malu Wilz opracował autorski rodzaj masażu, który
jest połączeniem masażu klasycznego z masażem ajurwedyjskim. Uciskanych jest wiele punktów, które mają
na celu odblokowanie kanałów energetycznych, których blokady powodują problemy zdrowotne. Tak więc
mamy tu połączenie przyjemnego z pożytecznym. Przyznam, że sama skuszę się na podobny zabieg w swoim
mieście. Już samo patrzenie na wykonywane czynności przyprawiało mnie o fale relaksu płynące po ciele.





Drugą modelką była Margareta z bloga Life in Colour - klik - tutaj był wykonywany masaż skóry za pomocą
ultradźwięków, które połączone ze specjalistycznym preparatem Malu Wilz dawały widoczny efekt wyrównania
skóry
, a nawet lekkiego uniesienia policzków, a samo nawilżenie po tym zabiegu utrzymuje się do 3 dni.




Po spotkaniu otrzymaliśmy drobny upominek w ramach dalszego poznawania marki w domowych pieleszach.


To co nigdy nie zawodzi w Warszawie to WYŚMIENITE TOWARZYSTWO i PRZESMACZNE dania z FRAGOLI.
Dziękuję Wszystkim za mile spędzoną sobotę i do zobaczenia na kolejnym spotkaniu. 


UCZESTNICY SPOTKANIA:

Angel Kosmetyki Bez Tajemnic
Dobrusia Dobrul Bloguje - relacja - klik 
Michał 
Twoje Źródło Urody
Magda 
Mazgoo.pl
Małgorzata 
Esy, floresy, fantasmagorie - relacja - klik
Aneta 
Annabelle Beauty - relacja klik
Margareta 
Life In Colour
Joanna 
Beauty Majlajf
Anna 
Kolorowy Kraj
Monika 
Blonde Bangsss
Sylwia 
Stella Lily
Agnieszka 
Lepsza wersja... samej siebie

Do zobaczenia niebawem...



24 komentarze:

  1. Dzięki za spotkanie :-) Szkoda tylko, że od nerwów się zaczął tak cudowny dzień!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja również dziękuję :) Czasem się tak zdarza ale zapamiętajmy to, co najmilsze :)

      Usuń
  2. Dzień zaczął się z przytupem, później napięcie jeszcze bardziej wzrosło. Na szczęście końcówka była spokojna i bez wariactwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkanie na BIS w Złotych było najbardziej przyjemne :D

      Usuń
  3. Co za historia, te dramatyczne zwroty akcji ;) Oczywiście szkoda, że gospodarze tak się zachowali, słabe to trochę, ale co zrobić. Dobrze, że niezawodne towarzystwo uratowało sprawę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdzona ekipa ratuje każdą katastrofalną sytuację :)

      Usuń
  4. Kochana widzę że podróżujesz jak ja :) Ja zawsze z przebojami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. było jak u Hitchcocka :D najpierw wielkie bum a potem napięcie rośnie :) ale naszczęscie potem się wszystko dobrze ułożyło :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wybrałam bym się na takie spotkanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy wpisać "Secrets of Beauty - porozmawiajmy o urodzie" w wyszukiwarce FB, dołączyć do grupy i pilnie obserwować. Niebawem kolejne zgłoszenia do edycji jesiennej :)

      Usuń
  7. Dziewczyny, nawet nie wiecie jak już tęsknię! W czasie spotkania zerkałam nerwowo na telefon i Instagram, by zobaczyć chociaż co się tam u Was dzieje :) Mam nadzieję, że następnym razem widzimy się w komplecie!:)


    A modelki do zabiegów, obie śliczne :D Ania i Margareta to właściwie i bez tego pięknie wyglądają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba kilka osób robiło coś na Insta, więc można było podejrzeć ;) Modelki cudowne a MY się widzimy, pewnie nawet wcześniej ;)

      Usuń
  8. Wow, czytałam Twoją opowieść z wypiekami na twarzy :D Ma się ten talent do budowania napięcia!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak dla mnie to był idealny skład ...nie czułam spinki nawet przez chwilę. Szkolenie było ciekawe ale równie dobrze mogłabym jeść z Wami śniadanie na trawie ;)
    Piękne zdjęcia, jak zawsze. Obserwując zabieg na ANi, chyba każdy choć po chwilę pomyślał o ...bezie :D
    Najniższa Uczestniczka jest przeurocza <3
    Afterek 1, 2 i 3 będę pamiętać długo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo chętnie posiedziałabym na trawie przy super jedzeniu :) A`propos bez, masz rację, a myślałam, że tylko ja wszędzie widzę słodycze :D
      Majunia cudna <3

      Usuń
  10. Przepiękne zdjęcia zrobiłaś!!! Do zobaczenia następnym razem:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie ukrywam tekst pisany "niewidzialnym piórem" to totalnie moje odczucia, co nie zmienia faktu, że z taką ekipą mogłabym nawet plesc wianki z kwiatów na najbliższym trawniku. SOB to głównie ludzie z którymi, aż chce się przebywać taki to moj nowy rodzaj uzależnienia. Co do podróży to stwierdzam fakt, że tym razem przygody z problemstycznym dojazdem przeskoczyly na Ciebie, zazwyczaj to mnie spotykały awarie lub problemy ze środkami transportu (warszawska taxowke już pominę). Sama marka a właściwie prezentacja zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, serum naprawdę robi czary nawet na mojej alergicznej skórze :) Ściskam Piękna <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jednak mnie osobiście pozostał niesmak, bo nie znoszę, jak ktoś traktuje mnie jak gówniarza, którym już DAWNOOOOO nie jestem. Za to jestem w stanie zrozumieć błędy ludzkie, takie jak spóźnienia... ale na spotkaniu każdy bawił się w grę "udajemy, że nic się nie stało". Tak też sobie pomyślałam, że ktoś z SoB musi mieć przygody w czasie podróży ;D
      Ściskam gorąco Królewnę :)

      Usuń

Komentarze od Was dodają ENERGII :) Dzięki