niedziela, 18 września 2016

SKIN79, Fresh Lime Sherbet Cleanser, kosmetyk, dla którego złamałam zasadę...


Nie wiem, czy jest jeszcze jakaś dziewczyna w kraju, która nie słyszała o Charlotte Cho, SokoGlam, Sekretach
Koreanek i koreańskiej pielęgnacji w 10 krokach. W owe słynne 10 kroków wpisuje się olejowe oczyszczanie
twarzy, które jest pierwszym etapem demakijażu. Z olejowymi formułami nie wszyscy się lubią ale zaradni
Koreańczycy stworzyli takie kosmetyki, których działanie może przekonać nawet takiego sceptyka jak ja.


Kiedy pierwszy raz ujrzałam skład Fresh Lime Sherbet Cleanser powiedziałam sobie jasno i wyraźnie: O NIE,
nie nakładam oleju mineralnego na twarz, nie ma mowy. Limonkowy sorbet poleciał w kąt. W międzyczasie,
jako zagorzała fanka kosmetyków azjatyckich, oglądałam sobie na YT znane kanały urodowe, prowadzone
przez dziewczyny z Azji, i kiedy były jakieś Top 10 Best Korean Favorites Product, niemal ZAWSZE pojawiała się
marka Banila Co ze swoim hitowym czyścikiem Clean it ZERO (tu na SokoGlam - klik -) Jak sami możecie
zauważyć, produkt ten nie szczyci się naturalnym składem, a mimo to wiele kobiet go polecało i poleca nadal.

Pomyślałam sobie, że chyba najwyższa pora złamać swoją zasadę nie stosowania na twarz oleju mineralnego.
Z podkulonym ogonem wróciłam do półki z Fresh Lime Sherbet Cleanser, i by w końcu zaspokoić swoją
ciekawość, pierwszy raz zmyłam nim całkiem solidny, ciemny makijaż. I jakież były moje wnioski po użyciu?


Po pierwsze, ZASADY SĄ WAŻNE, ale nie można być ich NIEWOLNIKIEM, zawsze dobrze jest mieć jakiś margines,
gdzie damy sobie szansę na inny wybór. Po drugie, NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY jak go malują, powiem więcej,
ja sama malowałam go nie najlepiej, mowa o parafinie. Trzymam się swoich zasad, ograniczam jej stosowanie,
jednak zostawiam margines, gdzie składnik ten może wykazać swoje właściwości. Jednym z nich jest genielane
rozpuszczanie wszelkiej maści kosmetyków kolorowych. Jak więc działa Fresh Lime Sherbet Cleanser?


Po otworzeniu słoiczka otoczy nas limonkowy aromat, nie bez powodu, to jeden z głównych składników aktywnych.
Nabieramy porcję sorbetu na szpatułkę i nakładamy na dłonie, tutaj pod wpływem ciepła sorbet roztapia się
w aksamitny olejek, którym masujemy twarz. Makijaż rozpuszcza się i jedyne co nam pozostaje, to zmycie
tego wszystkiego z twarzy. Teraz niespodzianka - w kontakcie z wodą olejek zmienia się w białą emulsję,
która znika ze skóry nie pozostawiając tłustej warstwy. To jest właśnie pierwszy krok koreańskiej pielęgnacji.

Drugim krokiem jest użycie dowolnego produktu myjącego (żel, pianka) na bazie wody, którym dokładnie
oczyścimy twarz z ewentualnych resztek olejku i makijażu. Cera przygotowana jest do przyjęcia kremu.
Wysoka zawartość limonki stopniowo rozjaśnia cerę, skóra staje się nawilżona i elastyczna. Ten limonkowy
sorbet użwałam w momentach absolutnego lenistwa, kiedy nie miałam siły na rytualne zabiegi w łazience.
To był mój łazienkowy przyjaciel, który szybko oczyścił twarz po całym dniu i równie szybko utulił do snu.
Z całą pewnością będę do niego wracać, bo to najprzyjemniej zmywający specyfik do demakijażu. 

Jest też zdecydowanie tańszy niż ww Banila, można go kupić w cenie promocyjnej na stronie dystrybutora Skin79 - klik

Kosmetyki koreańskie potrafią zaskakiwać, Fresh Lime Sherbet Cleanser zaskakuje mocno, NA PLUS.


1. Mineral Oil - (zamiennie Paraffinum Liquidum, White Mineral Oil) - emolient. Płynna parafina jest składnikiem bardzo często używanym w kosmetyce, jest lżejsza od swojej siostry wazeliny, mniej nabłyszcza skórę i się nie klei. Parafina pozostawia skórę miękką i jedwabistą. Jest obojętna chemicznie i nie wywołuje podrażnień ani alergii. Sama w sobie nie ma żadnych wartości odżywczych, za to świetne właściwości natłuszczające i ochronne.

2. Peg-8 Glyceryl Isostearate - substancja powierzchniowo czynna, działanie zmiękczające.

3. PEG-20 Glyceryl Triisostearate - substancja emulgująca, powierzchniowo czynna, działanie zmiękczające.

4. Polyethylene - polietylen, substancja antystatyczna, tworząca na powierzchni skóry film, dzięki czemy zmniejsza odparowywanie wody. Substancja stosowana jako ścierniwo, wygładza zrogowaciały naskórek.

5. Water - woda, rozpuszczalnik.

6. Citrus Aurantifolia (Lime) Fruit Water (10 000 ppm) - hydrolat z limonki, ma działanie nawilżające i odświeżające. Bogaty w witaminę C działa na skórę oczyszczająco, jednocześnie nadając jej przyjemny zapach. Cytrus ten ponadto wyrównuje koloryt skóry i poprawia jej elastyczność.

7. Citrus Aurantifolia (Lime) Fruit Extract (10 000 ppm) - wyciąg z limonki, otrzymywany poprzez ekstrakcję ze skórki i owocu zielonej limonki. Ma działanie nawilżające i odświeżające. Bogaty w olejki eteryczne oraz witaminę C wyciąg działa na skórę oczyszczająco, jednocześnie nadając jej przyjemny zapach. Cytrus ten ponadto wyrównuje koloryt skóry i poprawia jej elastyczność.

8. Butylene Glycol - glikol butylenowy, alkohol o właściwościach nawilżających podobnych do gliceryny. Działa jak rozpuszczalnik dla innych substancji.

9. 1,2-Hexanediol - konserwant o działaniu nawilżającym.

10. Phenoxyethanol - jest półsyntetycznym środkiem konserwującym, który staje się coraz powszechniej używany w kosmetykach naturalnych, jest uważany za bezpieczniejszą alternatywę dla parabenów (nie mniej jednak badania wykazały, że ma szkodliwe oddziaływanie na mózg i układ nerwowy u zwierząt).

11. Fagrance - substancje zapachowe.

12. CI 19140 - barwnik cytrynowożółty. 13. CI 42090 - błękit brylantowy, E133, barwnik pochodzenia chemicznego. 

48 komentarzy:

  1. Produkt bardzo ciekawy i powiem, że mnie też coraz bardziej przekonuje pielęgnacja koreańska :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się przemóc i coś wypróbować, naprawdę niektóre produkty są rewelacyjne :)

      Usuń
  2. No i jak nie patrzyłam w jego stronę, Tak teraz mam wielką ochotę na niego. Leniwe dni też mi się przytrafiają :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiele czytałam o tej metodzie oczyszczania twarzy ale jakoś nie zdecydowałam się na jej wprowadzenie. Może jednak czas ją wypróbować:) Bardzo ciekawy post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie sprawdziły się czyste oleje, za dużo roboty, jednak koreańskie specyfiki do demakijażu, a kilka ich mam, spisały się w tej LUCE naprawdę zadziwiająco dobrze. Polecam wypróbować, żeby się przekonać :)

      Usuń
    2. Z polskich odpowiedników polecam olejek Bielendy. Dokładnie taki sam sposób działania. Nakłada się olej, a po kontakcie z wodą zmienia konsystencję i łatwo się zmywa.

      Usuń
  4. Też się go bałam na początku - ten mineral oil aż raził po oczach, ale ten zapach .. Ach zużyłam z przyjemnością :) Banila jednak dla mnie trochę lepiej pachnie - bardziej landrynkami i mniej chemicznie . Ostatnio oglądałam jednak naturalny odpowiednik banili - balsam Heimish ;) będę musiała w niego zainwestować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja żałuję, że te wszystkie balamy mają tylko po 100 lub 150 ml. Tak fajnie rozpuszczają makijaż <3

      Usuń
    2. z tego co słyszałam Heimish ma być w Koko :))

      Usuń
    3. Kokokosmetyki to użytkownik na allegro :) w sensie prowadzi sklep jedynie na allegro - ma często niszowe produkty - neogen , su:m37 , lususowe linie skinfood . Niestety ma tylko pojedyncze sztuki i na takie perełki trzeba polować

      Usuń
    4. To ja już będę polować :DDD a co ;)

      Usuń
    5. W tym tygodniu ma ruszyć oficjalny sklep :))

      Usuń
  5. a ja myślałam, że to odpowiednik żelu do twarzy jest :) a właśnie takiego produktu szukałam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie ma to nic wspólnego z żelem :)

      Usuń
    2. gdybym wiedziała wcześniej byłby już mój :))

      Usuń
    3. To teraz jes szansa, żeby kupić w dobrej cenie, na stronie trwa promocja :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Nic poza własne doświadczenia, więc cieszę się, że się podoba :)

      Usuń
  7. Lubię kosmetyki koreańskie, ten mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie najważniejsza jest skuteczność działania, tutaj kosmetyk zaskoczył mnie na plus :) Dlatego zachęcam do wypróbowania :)

      Usuń
  8. Wszystko brzmi bardzo fajnie, ale moim zdaniem opakowanie powinno mieć dozownik ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dozownikiem są olejki myjące, całkiem płynna formuła ;)

      Usuń
    2. Tak wiem, ale tutaj nie wiem chociażby butelka do wyciskania czy coś w ten deseń :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Gdyby to było w butelce do wyciskania to obstawałabym przy słoiczku, z którego można wygrzebać paluchem wszystko, do cna :)

      Usuń
  9. To ja jestem w gronie tych co nie wiedzą :P Owszem, słyszałam o istnieniu książki, ale ani nie znam autorki, ani nie rwę się specjalnie żeby przeczytać wspomnianą książkę. Taka już moja buntownicza natura, że nie lubię robić tego co reszta :D Może kiedyś mi się odmieni, czas pokaże. Co do samego kosmetyku, to wydaje się interesujący. Pamiętam, że wiele lat temu można było w naszych drogeriach przez krótką chwilę kupić krem do demakijażu, który działał na podobnej zasadzie. Niestety szybko wycofano go ze sprzedaży, nad czym bardzo ubolewałam. Na szczęście mamy teraz dostęp do rozmaitych kosmetyków i możemy korzystać ze wszystkich ich dobrodziejstw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdziwiłabym się Kasiu, gdyby było inaczej :)
      A pamiętasz markę tego kremu? :)

      Usuń
    2. O ile pamiętam, to był krem od L'Oreal.

      Usuń
  10. Takie pochwały tylko kuszą, żeby go wypróbować. Działanie jak i zapach skutecznie mnie zachęcają.
    PS. Nigdy nie złożyło się, abym napisała jak piękne zdjęcia robisz :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawie wygląda, jak dla leniuchów to warto wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D jak wypróbujesz, daj znać jak się sprawdził :)

      Usuń
  12. Nie musisz iść na kompromis. Można dokupić emulgator (np. glyceryl cocoate, bo już jest płynny), dodać do najzwyklejszego oleju (np. słonecznikowego) i dokładnie ten sam "cud" zmiany w białą emulsję się dzieje :) Taką miksturę należy nałożyć wilgotnymi dłońmi, albo masować sobie twarz olejem, a dopiero później zemulgować go odrobiną wody.

    Wiem, że mycie czystymi olejami dla wielu jest uciążliwe, dlatego sama robię takie mieszanki, żeby ułatwić sobie wieczorną pielęgnację. Dodaję jeszcze tylko wybrane olejki eteryczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam już tą nieprzyjemną przygodę z kosmetykiami własnoręcznie ukręconymi. Glyceryl Cocoate, kupiony zresztą przez blogową koleżankę, więc żeby nie było, że zmyślam ;) dodawałam do różnych mieszanek olejowych i jedyne co uzyskałam, to nagminnie wypadające rzęsy. Więc nie eksperymentuję już w temacie, na którym się nie znam. Wolę kupić gotowy produkt :)
      Naprawdę przerobiłam temat na wylot i pozostaję przy kosmetykach przebadanych, które nie robią mi krzywdy :)

      Usuń
  13. Z pewnością ciekawy produkt-już czuję tę orzeźwiającą limonkę:) ale jakoś składy tych koreańskich "cudeniek" niezmiennie mnie odstraszają.. Ale ten wpis przekonał mnie chyba ostatecznie do olejowego demakijażu-dotychczas usuwałam makijaż mincelem i żelem do mycia twarzy, ale postanowiłam wreszcie wypróbować ten "trendy" trend, o którym wszedzie tak głośno i wypróbować mycie olejkiem. Może moja dojrzała cera, zwłaszcza w nadchodzącym, przesuszającym okresie grzewczym go polubi?? Poszukam jednak bardziej naturalnego specyfiku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli szukasz naturalnych kosmetyków koreańskich to polecam Benton i Swanicoco, bardzo porządne składy :) Cera dojrzała bardzo lubi olejowanie :)

      Usuń
  14. Tak, wiem, dlatego bardzo lubię olejowe sera. A za info o firmach-dziękuję, zajrzę do nich:) Póki co, wybrałam sobie olejek do mycia z gocranberry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam, ale to zupełnie inna bajka niż koreańskie olejki myjące :)

      Usuń
    2. Pewnie tak-w końcu to zupełnie inne składy. Ale wypróbuję, w końcu nie mam porównania;)

      Usuń
    3. Poluj na Swanicoco, lada moment będzie w PL :)

      Usuń
  15. Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto wypróbować jako ciekawostkę :)

      Usuń
  16. Jak na razie jadę na naturalnych olejach,rycynowy w połączeniu z olejkiem z orzechów laskowych to idealne połączenie dla mojej skóry,nie powiem to zmywanie szmatkami trochę uciążliwe,ale czego się nie robi dla polepszenia stanu skóry,składy z "mineral oil " mnie nie przerażają,nie robią nic złego ,chętnie po niego sięgnę chociażby i dla zapachu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, bo zmywanie oleju rycynowego to nie jest łatwa sprawa :) I te szmatki... ich unikam zdecydowanie mocniej niż oleju mineralnego, od lat używam do twarzy ręczników jednorazowych i to zdecydowanie wychodzi skórze na plus :)

      Usuń
  17. 10 nie wygląda zachęcająco, ale twój opis działania bardzo 😜

    OdpowiedzUsuń

Komentarze od Was dodają ENERGII :) Dzięki