wtorek, 29 kwietnia 2014

Koncern, mała firma, manufaktura. Co je różni? Jakie są ich wady i zalety? Dlaczego warto szukać kosmetycznego ideału?

Szablonowym wręcz przykładem kosmetycznego koncernu jest Grupa L`Oreal (do firmy), która pod swoją banderą
ma wszelkie możliwe półki cenowe, od kosmetyków popularnych, poprzez profesjonalne, selektywne czy apteczne.
Firma powstała we Francji, sukces przyniósł jest produkt do bezpiecznego farbowania włosów na kolor blond.
Założyciel bardzo szybko zorientował się, że sukces samego produktu nie zagwarantuje mu stałych dochodów
na zadowalającym poziomie. Zainwestował więc dość mocno w reklamę, co do dnia dzisiejszego przekłada się na miliardy euro dochodu rok rocznie wpływające do kieszeni firmy. Tylko w 2013 na samą reklamę...



(TYLKO W POLSCE !) poszło 408,4 mln zł... 

(Tak na marginesie, do agencji reklamowych L`Oreal pompuje takie pieniądze, że większości z Was nie mieści się to w głowie, pomyślcie o tym pisząc kolejną recenzję dla nich za marne 100 czy 150 zł, które łaskawie wybula Wam agencja, myśląc,
że robi Wam mega przysługę i Bóg wie co jeszcze. Negocjujcie z nimi MOCNO ;)).


Wracając do tematu. Koncern jest obecny w 130 krajach, z czego Polska pod względem OBROTU jest na
miejscu piętnastym (czyli bardzo wysoko...). Obstawienie wszystkich półek cenowych + silna reklama sprawia,
że zdecydowana większość Polek ma u siebie produkty tego właśnie giganta kosmetycznego.

Kupowanie ich (nie tylko z tego konkretnego koncernu) ma swoje wady i zalety.
Bez wątpienia zaletą są nowe rozwiązania, opracowywane przez armię ludzi siedzących w wielkich, nowoczesnych laboratoriach.
Opatentowane składniki wchodzą najpierw do marek najdroższych, po czym po jakimś czasie
znajdujemy je w produktach popularnych dostępnych w sieciówkach. To normalna procedura.

Wadą może być skład. Zresztą nie może, tylko na pewno jest. Takie konserwanty na przykład.
Wydawać by się Wam mogło, że to w trosce o klienta, żeby mu się kremik nie popsuł podczas używania.
To tylko częściowy obraz rzeczywistości. Drogeryjne kosmetyki zanim trafią do klienta (przypominam,
że mówię cały czas o wielkich koncernach) muszą najpierw poleżakować w wielkich kadziach. Ma to związek
z samą produkcją. To jest ogrom, bo produkcja kremu musi się opłacać. Krem więc jest chemicznie
zakonserwowany na maksa bo musi poleżeć zanim go zapakują, a jak go zapakują musi odbyć podróż
do miejsca przeznaczenia, potem dalej i dalej, do hurtowni, sieci... w końcu taki (iluśtam miesięczny jak nie letni)
produkt trafia do klienta, który ma określony czas na zużycie po otwarciu, zanim krem całkiem padnie,
(dlatego tak ważne jest przestrzeganie terminów zużycia!)

Takie są logistyczne rozwiązania i od tego się nie ucieknie. To jest logiczne i w pełni to rozumiem.
ALE umówmy się, ze ŚWIEŻOŚCIĄ produktu można się pożegnać już na samym wstępie.
Z racji ogromu operacji jaki musi przejść zanim trafi w moje ręce. To jest w końcu KONCERN.

Dla mnie jest to podstawowy argument do poszukiwania swoich kosmetyków (tych do twarzy w szczególności)
wśród  dużo mniejszych firm czy manufaktur (ocierających się wręcz o hand made).

Przykładem małych, lokalnych firm (z tych, które miałam okazję używać) jest np. Sylveco (do firmy),
Nova Kosmetyki (do firmy)
czy choćby bydgoskie APIS Cosmetics (do firmy),
którego założycielka, Pani
Krystyna Arcabowicz otrzymała niedawno nagrodę  Business Woman roku 2013.
  

Typowo rodzinna firma a ich produkty są znane i rozpoznawane nie tylko w Polsce, ale też na świecie.
Kilka z nich sami uznaliście za świetne nominując je do
Pereł Made in Poland (klik).
Nieco bardziej ekskluzywne produkty pielęgnacyjne, ale dalej polskie i najwyższej jakości, dostaniemy w
Pat&Rub (do firmy).
Fantastycznie przemyślane składy, przebogate wręcz, świetne działanie, czasem 
nieziemskie wręcz uniesienia
za sprawą magicznych zapachów.

Dziś na jednym z blogów czytałam recenzję kremu, który miałam okazję użyć ale nie zrobiłam tego,
ponieważ skład miał o wiele uboższy niż kremy Sylveco, za to cenę kosmiczną jak na takie a nie inne wnętrze.
Po co przepłacać za składniki, które mamy w naszym kremie, które są na pewno świeższe i dużo taniej
oddawane w ręce klienta niż to co oferowała firma, której nazwy nie wspomnę.

Może takie małe firmy nie spotyka się często (co można uznać za wadę),
nie znajdziemy ich w każdym Rossmannie czy Hebe, czy  SuperPharm.
Nie wywalają miliardów na reklamę, ale ich produkty są na najwyższym poziomie i warto
poszukać ich na własną rękę. Ich produkcja odbywa się na mniejszą skalę niż w koncernach,
 
dzięki czemu w kosmetykach nie ma niepotrzebnych, szkodliwych dla skóry składników. Dla mnie to +

Jeszcze bardziej muszą się starać manufaktury, ale takie naprawdę maleńkie, jednoosobowe.
Ich kosmetyk musi być najlepszy, bo ma jedno zadanie -  nawiązać więź między produktem a klientem,
taką magiczną nić, która sprawi, że chce się wracać po kolejne kosmetyki wytworzone z sercem,
oddaniem sprawie, miłością do wytworu rąk własnych i jakby nie było, miłością do klienta, bo bez niego
manufaktura po prostu padnie, jak mucha po muchozolu :) Tutaj składniki są najwyższej jakości,
dobierane ze szczególną starannością, a ilość wytworzonego produktu gotowego można by policzyć
na palcach u rąk. Czasem jest to ilość mniejsza, czasem większa, ale nigdy nie masowa.
Dostajemy najświeższy produkt za który warto oddać każdą złotówkę. Przykładem takiej manufaktury
jest tu LILLA-MAÏ (do firmy), o której na blogu jeszcze nie było, ale już niedługo się coś pojawi, wypatrujcie.

A`propos cen. Czasem ceny manufaktur mogą przerazić, bo jak to za balsam 30, 40 zł? 50 czy 70?
Tutaj znów musimy pomyśleć o producencie. Koncern ma możliwość zakupu składników po najniższej cenie,
ponieważ kupuje ich TONY. Mniejsze firmy mają różnie, zależy od zdolności przetwórczej oraz umiejętności
negocjacyjnych ich przedstawiciela. Manufaktury to już w ogóle mają pod górkę i nie poszaleją,
bo ileż kg może przerobić jedna osoba?

Te ceny nie wynikają z jakiejś specjalnej zachłanności ale z tego, że mały człowiek
nie jest w stanie dorównać gigantowi. Przekonały się o tym niedawno dziewczyny z Craft&Beauty (do firmy),
gdzie 
całkiem prywatnie Patrycja wyliczała mi, za ile kupują składniki, i licząc tak, rozkładając na poszczególne
egzemplarze nagle okazało się... że sprzedają po kosztach a czasem coś dokładają do balsamu. Było zdziwienie :)
Dlatego też początkowa cena uległa poprawie na właściwszą :) O tych balsamach też będzie, za niedługo.

Innymi słowy warto zrozumieć pewne mechaniczny które rządzą kosmetycznym biznesem,
żeby wybrać dla siebie to co najlepsze... wybierajcie najlepsze z najlepszych :)
Nie dajcie się złapać w sieć ;)


Legenda

NAZWA FIRMY (linkuje do produktów na blogu)
DO FIRMY (linkuje do oficjalnej strony firmy)

Opierałam się na firmach, których produkty używałam. Użyte nazwy nie mają 
charakteru reklamowego, ale musiały się pojawić, żeby pokazać o jaką różnicę mi chodzi (nazwy X,Y,Z niewiele by wniosły, zwłaszcza w przypadku małych firm czy manufaktur). 
Artykuł nie jest sponsorowany, ma na celu jedynie zwrócenie uwagi na wybory podczas zakupów, które my kobiety KOCHAMY :)

JAKO UZUPEŁNIENIE TEMATU - LINK KLIK - do posta na blogu SROKA O... Czy wiesz od kogo kupujesz... lista najpopularniejszych koncernów kosmetycznych.

66 komentarzy:

  1. AMEN! :) Ciężko się z Tobą nie zgodzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale można :) jak ktoś inaczej to widzi :) ja to widzę tak :)

      Usuń
  2. Ja też zaczęłam sięgać po produkty mniejszych firm, typu Sylveco, Orientana, GoCranberry. Mają świetne składy, a czasem są nawet i tańsze od tych kremów drogeryjnych. Ostatnio pani w Rossmanie się wielce oburzyła, że chcemy z moim TŻ zwrócić krem, bo ma zły skład...widać nie pomyślała, że teraz w internecie można znaleźć wiele dużo lepszych i tańszych produktów, o dużo lepszym składzie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest, mają przyjazny skład, przyjazną cenę i dużo lepszą świeżość :)
      A no popatrz, widać miała jakiś problem kobita :)

      Usuń
  3. To jest niestety bardzo przykre, jak ludzie dają się ogłupić reklamom. Ja byłam od dziecka przestrzegana przed reklamami w telewizji, mama przełączała kanały, jak tylko się zaczynały i głośno okazywała swoją dezaprobatę. Trzeba przy tym nadmienić, że kiedyś było nieco inaczej z telewizją, stare reklamy do dziś można znaleźć w sieci i się pośmiać. Urodziłam się w czasach komuny i wtedy jeszcze w telewizji nie było reklam w ogóle, jeśli się nie miało tv satelitarnej. Dopiero weszły po 89-tym i dla ludzi to było coś ciekawego, wielkie zmiany, na szczęście nie wszyscy chłonęli dziadostwo jak małe dzieci. A propos dzieci, one są najbardziej narażone, widziałam po moim synu, reklamy potrafiły go zahipnotyzować, wołam dziecko, a ono wlepione w ekran z reklamami kompletnie mi odlatuje, nie słyszy..... Po tym wiem już, jakim moja mama jest mądrym człowiekiem i biorę przykład i daję mojemu dziecku i ciężko mi uwierzyć, że jest tylu głupców wokół nastawionych na konsumpcjonizm, który przynosi im pozorny sens życia. U mnie telewizor jest włączony przez maksymalnie 2 godziny na dobę, a najczęściej wcale, niestety swym podejściem do reklam nabawiłam się nerwicy, nie mogę oglądać filmów na programach, które przerywają reklamami, normalnie mnie coś trafia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam te czasy. Nagrywałam reklamy na kasetę trzymając Grundiga przy telewizorze :D co za czasy :D fajnie, że można je sobie zobaczyć jeszcze na YT...
      Niestety z czasem zrobiły się coraz bardziej agresywne i ogłupiające. To niewiarygodne, że są ludzie, którzy ślepo wierzą ich treści. A nawet jeśli są tacy, którzy mówią, że na nich reklama nie działa... i tak sięgają po produkty, które widzieli w tv. Taka manipulacja podprogowa :) Cóż...

      Usuń
    2. Dokładnie, to tylko świadczy jak reklama wpływa na decyzje, jak działa na podświadomość, gdy czegoś nie chcemy, a po prostu w sklepie właśnie na to się decydujemy. Sama to przerabiałam, na szczęście w porę zeszłam na dobrą drogę:-)

      Usuń
    3. Apropos, ja trzymałam jamnika sony przy głośniku telewizora (jednego z pierwszych kolorowych) i nagrywałam muzyczną jedynkę i 30 ton lista lista, królowało Jestem kobietą E. Górniak i A to co mam K. Kowalskiej, albo Niebo do wynajęcia, to były czasy.......:-D

      Usuń
  4. LILLA-MAÏ ostatnio odkryłam przypadkiem w internecie. Bardzo ciekawi mnie lekki krem z lawendą. Czekam tylko na jakaś recenzje aby się dowiedzieć czy rzeczywiście szybko się wchłania i nie zostawia zbyt tłustej warstwy :) Skład ma boski i cena nie jest wysoka bo tylko 30zł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie miałam, więc nie pomogę, używałam za to ałunu i peelingu solnego :) Bardzo dobre produkty :)

      Usuń
    2. Jutro o 9:42 w Pytaniu na Śniadanie będzie Pani z LILLA-MAÏ i będzie opowiadać o antyperspirantach :)

      Usuń
    3. Chcę ten krem z lawendą!! Avida, dzięki za cynk :-)
      zapisuję na listę.

      Usuń
    4. A w tej TV jak zwykle wszystko po łepkach :)

      Usuń
  5. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że kupując różne marki i tak kupuje od jednego "producenta" . Ilość ludzi czytających składy jest tak minimalna, że ręce opadają. Lepiej poczytać bełkot marketingowy o "wypchniętych zmarszczkach" niż poszukać informacjo choćby tylko o składnikach szkodliwych. Znaczki organizacji typu "Instytut matki i dziecka" czy "polskie stowarzyszenie dermatologów" itp. jest dla większości wyznacznikiem jakości i działania kosmetyku. O ludzie mogłabym tak pisać w nieskończoność ... :)
    Nie ważne, bardzo dobry post, bardzo potrzebny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie jest w przypadku pierwszego omawianego OBIEKTU :) Jak tak się popatrzy na jego listę - no to kurde - połowa Rossmanna jego...
      Faktycznie "wybór" ogromny :D
      Może nie tyle trzeba być alfą i omegą chemii kosmetycznej co po prostu LOGICZNIE MYŚLĄCYM, podkreślam - MYŚLĄCYM, człowiekiem, taki ktoś na pewno dwa razy się zastanowi nad treścią i sam w końcu dojdzie do wniosku, że krem zmarszczek nie WYPCHA :)
      Te znaczki to już w ogóle śmiech na sali, szkoda, że mało osób o tym wie.
      Cieszę się, że się spodobał.

      Usuń
  6. Bardzo bardzo bardzo (X1000) mądrze piszesz.
    Jestem pod wrażeniem naszego miejsca wrankingu zużywania kosmetyków Loreal'a -.- nie sądziłam, że Polki az tak bardzo nabijają im kieszenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 15 miejsce na 130 krajów robi wrażenie to fakt. Szkoda, że tyle pieniędzy ucieka zagranicę, mogłyby one wpływać do kieszeni polskich producentów, tym samym wspierać ich rozwój, ale... nie zmienimy tego, natomiast można w przyszłości podczas zakupów o tym pomyśleć :)

      Usuń
    2. Polki chyba nadal wierzą, że zagraniczne znaczy lepsze. Do pewnego momentu sama tak myślałam, bo w sumie matka mi to tłukła do głowy (całe lata zachwycania się paczkami z dojczów tutaj przecież nic nie było)...
      Z biegiem lat jednak człowiek jest mądrzejszy ;) dużo pomogły mi studia ekonomiczne. Jeśli trafi się na dobrego wykładowce (nie takiego co czyta ze slajdów, a jak się odwróci to nie wie co ma gadać) to pięknie wytłumaczy dlaczego tak ważne jest wspieranie polskich przedsiębiorców nie tylko w kosmetyce.

      Usuń
    3. hehehee, to o tym wykładowcy - dobre ;D
      No własnie, takie informacje powinny być wykładane w liceum, wszak to od tych ludzi zależy przyszłość kraju...

      Usuń
  7. Reklamom nie wierzę i tyle. Jakiś czas temu przekonałam się, że jak produkt jest dobry to wcale nie potrzebuje nachalnej i osaczającej reklamy.
    Mówię tu nie tylko o kosmetykach ale i o całej reszcie. Moim zdaniem wystarczy na początku klientowi "zaanonsować", że jestem nowym produktem i jeśli jest dobry i się sprawdzi to podaż sama się napędzi, że tak powiem. I wcale nie musi to być TV. Przykład: dziewczyny z Craft&Beauty.
    Fakt ceny czasami stopują, ale jak napisałaś, wystarczy poczytać i przemyśleć. A że czasami pooszczędzać... Silną wolę też trzeba wzmacniać. Za to radocha później bezcenna... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry produkt obroni się sam, to prawda, ale na pewno nie będzie miał takiego przełożenia w sprzedaży jak ten reklamowany, po prostu informacja dotrze do mniejszej ilości osób, jak to bywa z pocztą pantoflową :)
      Z tym oszczędzaniem na coś lepszego - dobra idea :)

      Usuń
  8. Przeraziła mnie kwota na reklamy (miliardy?! nawet nie miliony, tylko miliardy?) i fakt, że kosmetyki na półkę docierają po wielu miesiącach od produkcji... Wiedziałam, że produkuje się je w wielkich ilościach, ale jednak miałam nadzieję, że do sklepów trafiają nieco wcześniej i potem najwyżej już na półce swoje odstoją... A tu zonk. Dzięki za uświadomienie! Fanką kosmetyków z bogatszym składem jestem od dawna i o większości wspomnianych przez ciebie firm już wiedziałam, ale zawsze dobrze być jeszcze mądrzejszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miliony, miliardy to wpływy ogółem, poprawiłam :) co nie zmienia faktu, że kwota jest przeogromna. Odstawanie na półce jest już niemal ich końcowym etapem życia. Tak jest przy produkcjach które idą w miliony opakowań, miliardy ml :) rozdzielenie takiej masy, segregacja, wpakowanie do pudełek, rozwożenie... trwa, trwa, trwa... dlatego też warto skupić się na naszym rynku :)

      Usuń
  9. Mam wielką nadzieję, że świadomość ludzi jako konsumentów wzrośnie do tego stopnia, że będą sięgać po produkty bardziej wartościowe. I mam jeszcze nadzieję, że coraz więcej ludzi zacznie samemu robić sobie kosmetyki,bez konserwantów, tak jak gotuje się zupę czy robi ciasto......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym robieniem kosmetyków też jest różnie, nie każdy ma do tego dar... a jak się nie jest w czymś dobrym to lepiej zdać się na bardziej doświadczonych. Ja nie jestem dobra w kręceniu kosmetyków, owszem peeling zrobię sobie sama ale krem czy balsam zdecydowanie wolę od Arsenic czy SmykuSmyka :)

      Usuń
  10. Dobrze powiedziane :)) Brawo!
    Co do reklam - to wszystkie kremy są "cudowne", a tusze zrobią z naszych rzęs "boskie firanki do nieba" ;)) Za młodości, czyli dawno temu, będąc w LO, odłożyłam sobie kasę na tusz Revlona, który był wtedy często w kolorowej prasie reklamowany. I okazało się, że mnie uczulił i oddałam go mamie. Od tamtej pory nie wierzę reklamom ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda reklama ma ziarnko prawdy, choć zazwyczaj jest na maksa ubarwiona. Myślę, że miałaś dobrą lekcję, choć nieco przykrą, ale to nauczyło Cię dystansu, a to bardzo ważna rzecz i w życiu się przydaje :) nie tylko w dziedzinie kosmetycznej :)

      Usuń
  11. Trochę zaciekawiły mnie informacje o leżakowaniu kremów. Skąd takie informacje??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie sprawę, że z racji doświadczenia wiesz o co mi chodzi, ale być może nie jest to jasne dla nie zajmujących się kosmetyką, postaram się rozwinąć temat w innym poście, gdzie pewnie nie znajdziesz nowych informacji, ale może mieć on znaczenie właśnie dla tych, co w kosmetyce nie siedzą :)

      Usuń
  12. Bardzo ciekawy post :) Niektórych firm nie znałam więc zaraz lecę zobaczyć ich ofertę.
    Ale najsmutniejsze w tym ogłupianiu przez reklamy jest to, że ludzie nie chcą przyjąć prawdy. Jak w moim otoczeniu (młodzież) rozmowa zejdzie na temat kosmetów to dalej pokutuje myslenie "im droższe tym lepsze", "to francuska/angielska/niemiecka firma więc jest lepsza od polskiej", "nie widziałam reklamy tego produktu więc pewnie jest słaby", "jest napisane, że krem ma składniki X, Y, Z więc pewnie jest świetnym produktem [a składniki te znajdują się po zapachu, a przed zapachem same silikony]" . Szkoda, że obecnie próby przełamania tych mitów kończą się posądzeniem o teorie spiskowe :P
    Ale z drugiej strony skąd ludzie mogą wiedzieć, że część wielkich koncernów nabija nas w butelkę? Ja, gdybym nie zainteresowała się samorobionymi kosmetykami pewnie też bym wierzyła, że na skórę działać mogą jedynie kremy clinique, estee lauder etc a dobry podkład musi kosztować co najmniej 200zł;). Bo tak szczerze jesli ktoś sam z siebie nie zainteresuje się tematem (lub ktoś go "nie popchnie" w tą stronę) to będzie dalej wierzył reklamom i raczej nie nazwie się go świadomym konsumentem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już wspomniałam w tekście, wysokopółkowe produkty mają zaplecze w postaci ogromnej wiedzy ludzkiej i dobrego sprzętu, wypasione laboratoria oraz umysły pracowników tam zatrudnionych są w stanie wytworzyć naprawdę wielkie rzeczy, i dla mnie tylko tutaj TE DROŻSZE są lepsze, tylko na tym polu. Cała reszta do dobry marketing. Z drugiej strony czy potrzeba nam kosmicznych innowacji skoro kobiety jakoś do tej pory dawały sobie radę z tym, co oferuje sama natura? Wybory, wybory, wybory... wszystko zależny od tego jaką drogę sami sobie obierzemy :)

      Usuń
  13. Ja nie kupuje a przynajmniej staram sie nie kupować od tak dużych koncernów. Bo składy nie zachwycają, a za podobna cenę moge kupic sylveco. Mieszkając w Krakowie całe szczęście nie mam problemu ze znalezieniem naturalnych kosmetykow z małych firm : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Krakowie na pewno nie ma problemu z kupnem, bo nawet ja wiem, nie mieszkając tam, gdzie można co kupić :D I bardzo dobrze, oby tak dalej :)

      Usuń
  14. Większość Polaków narzeka na brak pieniędzy, a stać ich na kremy z firmy L'Oreal (nie żebym obrażała ludzi, po prostu wydaje mi się to dziwne O.o). Reklama czyni cuda.
    Poza tym widzę, że z kremami jak z piwem - te które zostały przejęte przez kompanie piwowarskie już nie są tak dobre jak sprzed przejęcia (chyba głównie przez dodawanie enzymów, by piwo było szybciej zrobione). Warto czasem zainwestować w produkty jakiejś mniejszej firmy, a już najlepiej Polskie. Niedaleko mam widok na Koranę (fizycznie) - nieduża firma z rodzinną atmosferą. Stosowałam z 2 kosmetyki tej firmy i nawet przypadły mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, reklama czyni cuda :) Analogia bardzo dobra, nie dość, że dodają enzymy to jeszcze barwią na żółto byczą żółcią :) To co się sprzedaje w sklepie nie ma nic wspólnego z prawdziwym piwem, które tak naprawdę jest niemalże leczniczym napojem, ale ważone z chmielu, odpowiednio długo, bez pośpiechu... wtedy wybornie smakuje i ma wyśmienite właściwości, łącznie z tymi kosmetycznymi :) Koranę znam, ale nie wszystkie ich produkty chciałabym użyć na sobie, o tak powiem ;)

      Usuń
    2. Balsam miodowy był całkiem fajny ;p

      Usuń
  15. No tak, wiele racji jest w tym, co napisałaś. W sumie nie tylko w polu kosmetycznym tak jest. Kiedy weźmie się na tapetę pierwszego z brzegu artystę parającego się rękodziełem - gdyby podliczył ile wydaje na same materiały do pracy, cena za efekt końcowy przestaje być "wygórowana". Zwłaszcza biorąc pod uwagę poświęcony czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, analogicznie można to podciągnąć pod wszystko, jedzenie, odzież, itp... Materiały, czas i talent, przecież nie każdy umie tak sprawnie poruszać palcami, żeby coś stworzyć ;) a i wizję, wyobrażenia, pomysł, to też trzeba cenić :)

      Usuń
  16. Z polskich bardzo porządnych firm poleciałbym jeszcze kosmetyki AVA Laboratorium. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również bardzo dobre laboratorium, choć nie poznałam zbyt wiele ich produktów :)

      Usuń
  17. Świetnie napisane, podaję dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. jakoś nie mogę kliknąć żeby odp pod poprzednim swoim komentarzem to napisze tutaj, że coś w tym jest, że wiele osób myśli --> zagraniczne, drogie? to na 100% lepsze niż coś co wyprodukowano w polskim tanim labie, gdzie pewnie bhp nie znają i ogólnie gówno wiedzą :D miejmy nadzieję, że z czasem się to zmieni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszych labach pracuje teraz grupa młodych i zdolnych, coraz częściej będą pojawiać się jakieś produkty, jak np. miało to miejsce z Go Cranberry :)

      Usuń
  19. Ja się wypowiem nie o produktach pielęgnacyjnych a o kolorówce. W zeszłym roku poznałam pracownika od bhp w firmie Coty. Raz do roku pracownicy otrzymywali pokaźną paczkę kosmetyków. Opowiadał mi, że zanim tusz trafi do drogerii minie pół roku jak nie więcej. Kupiłam od niego kilka nowych produktów dopiero co wyszły z produkcji Tusz miałam ponad półtorej roku i dalej jest świeży, ale wyrzuciłam bo znudził mi się. Dlatego to, że duże koncerny robią ludzi w balona, pakując produkt w coraz to piękniejsze opakowanie nie jest dla mnie nowością. Fajnie, że o tym piszesz może ludzie przestaną ślepo wierzyć reklamom i zaczną kupować produkty naturalne. Znam byłego długoletniego pracownika Miraculum i on też opowiadał jak to się wszystko wytwarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak to jest, im dłużej się siedzi w kosmetyce, tym więcej się wie, więcej ludzi poznaje, i tym mniejszą ochotę ma się na kupowanie wysokoprzetworzonych produktów :) przynajmniej tak jest w moim wypadku :)

      Usuń
  20. Przeczytałam, zrobiłam notatki i systematycznie będę wymieniać kosmetyki na lepsze :) Świetny post, bardzo wartościowy! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci przypadł do gustu post jaki poczyniłam :)

      Usuń
  21. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że lepiej dać zarobić małym przedsiębiorcom - tym wspomnianym wyżej, ale również innym, działającym w odmiennej branży. Jeśli tylko mam okazję - mięso, warzywa, owoce i jajka kupuję od rolnika [zdrowsze i nieporównywalnie smaczniejsze], a odkąd skanowanie terenu wykryło zdolną krawcową, w zależności od zasobności portfela, proszę ją o zmajstrowanie różnych fajnych i unikatowych rzeczy. Gdybym nad morzem mieszkała, to i ryby od rybaka bym brała :D
    Boję się tylko wprowadzenia debilnych zakazów unijnych...

    Bardzo wygodnie się czyta te Twoje teksty, wszystko dopracowujesz. Nawet legendę sporządziłaś, podoba mi się to rozwiązanie - nie każdy chce klikać w link zewnętrzny, woląc pozostać na blogu (sama jednak klikam w takie linki, bo wtedy mam pełniejszy obraz danej notki).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś o tym wiem :) Smaczniejsze są bez wątpienia, jak tak patrzę na kurki mojej babuszki, które spacerują sobie po trawie, jedzą frykasy, wygrzewają się w słońcu jak koty... wiem, że już sama ta pozytywna energia życiowa wnosi do smaku jajka 50% dobroci :) Nie ma siły, żeby jajko od nich smakowało źle. Ale w miejskiej dżungli zaczynam czuć się jak Tarzan, kupno dobrych rzeczy jest jak wyprawa w Aply :)
      legenda w tym wypadku musiała się pojawić :) Dziękuję za miłe słowa <3

      Usuń
  22. świetny i przydatny post, niestety z każdej strony jesteśmy manipulowani i wiedza o tych mechanizmach jest niezbędna by nie dać się omamić, ja obecnie zachwycam się polskimi kosmetykami Make Me Bio

    OdpowiedzUsuń
  23. Angel, bardzo fajnie czytało mi się Twojego posta. Ja już od pewnego czasu zdecydowanie uciekam od produktów firmowanych przez wielkie koncerny. Kiedyś, gdy byłam nastolatką L'Oreal zapierał mi dech w piersiach. Teraz jednak uważam ich produkty za mocno przereklamowane. OK - nie mówię, że wszystkie, ale mimo wszystko cieplejszym okiem spoglądam na kosmetyki, które można kupić w drogeriach internetowych z naturalnymi kosmetykami. Bardzo się cieszę, że powstają nowe, polskie firmy, które produkują wartościowe kosmetyki. Znam te, o których piszesz, moim nowym odkryciem jest Make Me Bio. Zaczęłam od pudru myjącego, ale już wiem, że kremik też musi wpaść do mnie. Dla mnie taką wielką porażką jest niestety Vichy. Kolejny raz podkreślam - nie wszystko mają złe, ale niestety dużo produktów ma koszmarne składy. Wygrałam u nich kiedyś dwa kremy i micel i o ile micel i krem na dzień mają w miarę znośne składy to krem na noc wprawił mnie w osłupienie. Jak dla mnie nie ma tam nic wartościowego. Ostatnio oglądałam jakiś filmik bodajże z Dzień Dobry TVN gdzie facet wypowiadał się dlaczego krem za 30 zł jest lepszy od tego za 300 i naprawdę czasami nie sposób się nie zgodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Najważniejsze jest to, żeby nie dać się ogłupić. Do wszystkiego trzeba podejść rozsądnie. Nawet do L`Oreal, którego micel sama osobiście polecam, bo kiedy mam do wyboru Perfectę, która szczypie czy Melisę która jest tylko do twarzy ( bo w oczy też mnie szczypie) to niestety - kasa idzie do koncernu, bo ich micel sprawdza się pod każdym względem, dlatego że go nie przekombinowali. Ale jeśli chodzi o kremy całkiem spokojnie wyprzedzamy takich gigantów :)

      Usuń
    2. O micelu słyszałam same pozytywy, ale na razie mam zapas więc jeszcze nie miałam okazji spróbować. Zresztą akurat ta seria do demakijażu mam bardzo przystępną cenę, a przy okazji częste promocje. Niemniej jednak kremy to kompletnie nie moja bajka :)

      Usuń
  24. Bardzo fajny post. Uświadomiłaś mnie i tylko. Uważam, ze to ważna kwestia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DOBRY WYBÓR to zawsze ważna kwestia :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  25. Bardzo mądry i wiele dający do myślenia post. Co do kosmetyków z apisu to zniechęciły mnie składy naładowane Pegami i innymi "miłymi" rzeczami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie trzeba szukać swojego ideału :) Pozdrawiam :)

      Usuń

Komentarze od Was dodają ENERGII :) Dzięki