środa, 9 października 2013

Farmona, Perfect Beauty Płyn micelarny, zadziwia mnie CZASEM bezmyślność tworzących receptury

Witam późnym popołudniem, postanowiłam dziś zmierzyć się z gwiazdą do demakijażu,
na którą niemal wszyscy narzekają. Płyn micelarny z Farmony dostaliśmy na warszawskich Igraszkach.
Jakby to tak powiedzieć po indiańsku… lubią tą białą wodę która zmywa… lubię ją na równi ze ściereczką GLOV.
Moje wymagania nie są skomplikowane, produkt ma być skuteczny i nie podrażniać oczu. Tyle.

Jak w to się wpisuje Perfect Beaty Płyn micelarny?
Teoria brzmi pięknie. Zaawansowana technologia struktur micelarnych pozwala na dokładne oczyszczenie skóry z makijażu, także wodoodpornego. Innymi słowy, produkt przeznaczony jest też do oczu, bo wodoodporne najczęściej mamy tusze. Wszystko to bez naruszania naturalnej równowagi, super.


Jak to wygląda w praktyce? Cały demakijaż jednego oka trwa 1:55. W ciągu minuty i trzydziestu sekund
usuwam 95% tego, co nałożyłam na powiekę i rzęsy (baza, cienie, kredka, eyeliner, tusz). Kolejnych kilku
sekund potrzebuję na doczyszczenie czystym już wacikiem. Demakijaż całej twarzy zajmuje około 5 minut,
zużywam 5 wacików, i z całą pewnością mogę powiedzieć, że twarz jest oczyszczona. Na waciku nie może
znaleźć się zbyt dużo płynu, ponieważ gdy dostanie się do gałki ocznej powoduje dyskomfort. Biorąc pod uwagę
wcześniejsze recenzje moich szanownych koleżanek, u których płyn wywoływał arcypieczenie, nie zmywał,
był be i nadawał się tylko do mycia klawiatury, czuję się jak debil i nieślubne dziecko Arniego z filmu Terminator. Shit!


Pomijając powyższe.
Czasem zastanawiam się nad osobami odpowiadającymi za receptury, jaką oni czasem krzywdę robią
swoim pracodawcom, oj jaką wielką…
Po co tworzyć kolejny byle jaki micel, skoro na rynku jest tego od groma? Każdy kto choć raz go kupi,
nie kupi go ponownie, czy firmę stać na to? Nie sądzę. A miło by było stworzyć coś łagodnego i skutecznego,
do czego będzie się wracać, prawda? Płyn micelarny nie potrzebuje koloru, zapachu, tańczących kulek,
super hiper odjechanych konserwantów. Ma mieć składnik, który zmywa, ma mieć jakiś ekstrakt,
coś łagodzącego podrażnienie i delikatny konserwant. Tyle.

Dlaczego tak dużo dziewczyn miało silnie podrażnione oczy?

Wszystkiemu winien jest składnik o nazwie Diazolidinyl Urea. Urea zazwyczaj kojarzy nam się pozytywnie,
coś coś świetnie nawilża, mocznika szukamy w balsamach do ciała, kremach do rąk i stóp. Niestety nie każda
Urea to dobra Urea. Diazolidinyl Urea to substancja powstała z udziałem takiego składnika jak formaldehyd, a ten jak wiemy, jest wysoce toksyczny, drażniący, rakotwórczy, używany w kosmetykach odpowiada za szybsze starzenie się skóry. Diazolidinyl Urea jest mocno alergizującym i drażniącym konserwantem, i należy go unikać. W związku z czym serdecznie nie polecam używania tego produktu, ani żadnego innego z tym związkiem. Jedyne do czego możecie użyć go z powodzeniem to ścieranie kurzy i czyszczenie klawiatury, znakomicie usuwa drożdże, pleśń i wszelkiego rodzaju bakterie.

Z ciekawości przejrzałam moje dotychczasowe recenzje, Diazolidinyl Urea zastosowano w następujących produktach: (oczywiście Eris nie zawiodła jak zwykle ;D)

1. Beaty Face, Rozjaśniająco odżywcze płatki kolagenowe pod oczy z ekstraktem z ogórka (klik)
2. CCS FOOT Professional, Svalkande gel, Chłodzacy żel do stóp czyli pielęgnacja po szwedzku (klik)
3. Dr Irena Eris, VITACERIC Multifunkcyjny krem witalizujący  BB (klik)
4. Green Pharmacy, eliksir do włosów wzmacniajmy, przeciw wypadaniu (klik)
5. Under Twenty, Wow Energy, 3w1 tonik micelarny (klik)


SKŁAD:

1. Aqua - woda, rozpuszczalnik.

2. Propylene Glycol - glikol propylenowy, humektant - zapobiega krystalizacji (wysychaniu) masy kosmetycznej przy ujściu butelki, tuby itp. Wspomaga działanie konserwujące poprzez obniżenie aktywności wody, która jest doskonałą pożywką dla drobnoustrojów. Substancja nawilżająca skórę.
Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu pełni rolę promotora przenikania - ułatwia w ten sposób transport innych substancji w głąb skóry.

3. Glycerin – humektanty/środki rozpuszczające. Pochodzenie różne (także petrochemiczne), zatrzymuje wodę w skórze, nawilża, daje wrażenie miękkiej skóry.

4. Aloe Barbadensis Leaf Juice - wyciąg z liści aloesu. Nawilża i koi skórę. Utrzymuje wilgotność, działa przeciwzapalnie, łagodząco, posiada właściwości filtrujące promienie słoneczne. Pobudza regenerację naskórka i ziarnowanie tkanki łącznej właściwej. Stosuje się go w pielęgnacji cery suchej, dojrzałej jak i trądzikowej. Nawilża skórę wnikając w jej głębsze warstwy.

5. Panthenol - Nawilża, działa przeciwzapalnie, jest naturalnym prekursorem witaminy B5 (kwasu pantotenowego), substancji bardzo szeroko rozpowszechnionej w przyrodzie, obecnej w każdej żywej tkance. Pantenol może występować w postaci dwóch odmian (izomerów) określanych literami D- i L-. Tylko jedna z nich (D-pantenol) wykazuje aktywność biologiczną, izomer L- jest nieczynny i nie ulega przekształceniu w witaminę B5. Ma silne własności higroskopijne. Pantenol należy do silnie działających stymulatorów wzrostu i odnowy komórek, zarówno naskórka jak i skóry właściwej. Wykazuje silne działanie gojące przy różnych rodzajach uszkodzeń skóry i błon śluzowych, łagodzi podrażnienia i nieprzyjemne objawy wywołane czynnikami alergogennymi.

6. PEG-7 Glyceryl Cocoate - substancja renatłuszczająca, która jest środkiem emulgującym, emolientem oraz środkiem rozpuszczającym. Pochodzenie naturalne - otrzymywana z oleju kokosowego i gliceryny.

7. PEG-40 Hydrogenated Castor Oil - olej rycynowy w postaci chemicznie zmienionej, w zasadzie bez korzyści dla skóry.

8. Sodium Cocoyl Apple Amino Acid - naturalny detergent otrzymany z soku jabłkowego, posiada doskonałe właściwości myjące, tworzy delikatną, obfitą pianę, chroni naturalną barierę lipidową naskórka, nie powoduje przesuszania oraz utrzymuje optymalny poziom nawilżenia.

9. Nymphaea Alba Extract - wyciąg z lilii wodnej (nenufaru) o działaniu przeciwbakteryjnym, przeciwzapalnym, zmniejszającym aktywność tyrozynazy: najistotniejszego enzymu w procesie powstawania pigmentów skórnych, dzięki czemu wykazuje działanie wybielające, zmniejszające przebarwienia.

10. Saponaria Officinalis Extract - ekstrakt pozyskuje się z kłącza (korzenia) mydlnicy lekarskiej. Zawiera saponiny (około 5%), przede wszystkim glikozyd trójterpenowy saporubinę i glikozyd flawonowy saponarynę. Pozostałe składniki to głównie oligosachardy (do 30%), zwane laktozynami, które w wyniku hydrolizy przechodzą w cukier prosty - galaktozę. Ekstrakt z korzenia mydlnicy, zmniejszając napięcie powierzchniowe, ułatwia przenikanie składników aktywnych w skórze, przyspieszając w ten sposób ich dystrybucję.
Na skórę działa zmiękczająco i oczyszczająco. 

11. Inulin - inulina, naturalny prebiotyk. Inulina to naturalny polisacharyd, wspomagający naturalną barierę ochronną skóry i tworzący tarczę antybakteryjną. Hamuje rozwój bakterii i drobnoustrojów chorobotwórczych,
a także stymuluje odnowę naturalnej dobrej flory bakteryjnej. Wykazuje działanie immunostymulujące,
a także zwiększa sprawność energetyczną komórek, zapobiegając tym samym m.in. przesuszeniu skóry
oraz nieodpowiedniemu pH.

12. Disodium EDTA -  stabilizator pochodzenia syntetycznego. Działa również jako środek konserwujący. Często jest on zanieczyszczony, co działa drażniąco na skórę i błony śluzowe. Szczególnie groźny jest
w formie rozproszonej w powietrzu. Sole kwasu EDTA rozpylone w naszym otoczeniu, mogą powodować
nieżyt spojówek, kaszel oraz duszności. Dlatego też, warto unikać EDTA zawartych w kosmetykach w aerozolu.
Kosmetyków z EDTA nie należy stosować zwłaszcza wtedy, gdy przyjmujemy leki zawierające cynk, żelazo, miedź, glin, ołów i bizmut. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż EDTA ma działanie wiążące metale ciężkie. Odradza się również stosowanie kosmetyków z EDTA w przypadku zażywania antybiotyków.
Unikać EDTA w czasie ciąży i laktacji !

13. Diazolidinyl Urea - konserwant (chroni przed bakteriami, pleśnią, drożdżami) . Diazolidynylan mocznika jest wytwarzany przez reakcję chemiczną alantoiny i formaldehydu (ten mocznik działo jako wyzwalacz formaldehydu), w obecności wodorotlenu sodu i ciepła. Mieszaninę następnie zobojętnia się kwasem solnym i odparowuje. Niektórzy ludzie reagują alergicznie, może powodowac zapalenie skóry. Sklasyfikowany do najwyższej klasy toksyczności, również dlatego że działa rakotwórczo. Dopuszczalne stężenie 0,5%. Składnik, którego definitywnie należy unikać.

14. Iodopropynyl Butylcarbamate - konserwant, substancja pochodzenia chemicznego.
Dopuszczalne stężenie 0,05%.

15. Perfum - substancje zapachowe.

53 komentarze:

  1. Będę trzymała się od niego z daleka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję że kiedyś będą tylko świadomi konsumenci bo jak na razie to z tą świadomością rożnie bywa, a najczęściej większość, przepraszam za wyrażenie konsumentów to bałwany którym da się wcisnąć każdy bubel za 100 zł .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że tego się nie przeskoczy, mało tego, wiele znam kobietek, które nawet nie chcą być świadome ;)

      Usuń
  3. Fajny poscik. Fajnie miec taka wiedze. Firmy sa sprytne, wiec jednak musi sie to im oplacac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, po prostu muszą zmienić podejście, rynek tego wymaga :)

      Usuń
  4. Kolejny konserwant do wpisania na moją czarną listę .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na moją też, definitywnie. Ostatnio nawet rozmawiałam z młodą chemiczką, w jej znajomych jest osoba, która jest uczulona na konserwanty, udowodniono to badaniem, więc to nie są takie nic nie znaczące drobnostki dodawane do kosmetyków (jedzenia i środków czystości, to realnie szkodzi).

      Usuń
  5. Ojej dobrze że piszesz o takich bublach, nie chwycę sie go.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nazwałam tego bublem :) U mnie jako kosmetyk do demakijażu się sprawdził, zużyłam w całości :) Nie mnie jednak nie polecam i sama będę unikać powrotu.

      Usuń
    2. W sumie i racja źle może napisałam.
      Mimo wszystko jak szczypie w oczy to i tak nie chcem :p
      Z drugiej strony może nie na każdego tak zadziała?

      Usuń
    3. Dokładnie, niektóre osobniki wykazują dużą odporność na środki drażniące :))))

      Usuń
  6. mnie zadziwia w ogóle fakt, że płyn nazywa się micelarnym, a w składzie nie ma rzeczonych miceli. Dziwna sprawa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to proszę Pani jest wyższa matematyka ;D

      Usuń
    2. Chyba wyższa chemia, o której mi nic nie wiadomo;)

      Usuń
  7. Ja tego syfiastego konserwantu unikam w jakichkolwiek kosmetykach, ale wpakować go do produktu "twarzowego" to już czyste barbarzyństwo. "Piękny" skład- na bank wypróbuję...oczywiście zgodnie z Twoim poleceniem do czyszczenia powierzchni zabrudzonych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że Farmona dała go do taniego płynu to pikuś, ale zobacz na krem BB od Eris... jak to nazwać? bo barbarzyństwo brzmi jak pieszczota.

      Usuń
    2. O żeż w mordę jeża- delikatnie mówiąc zatkało mnie..., jak widzę BB inne niż typowo azjatyckie to omijam, nawet do ręki nie biorę, bo wiem, że to syf..., ale żeby aż taki... no comment

      Usuń
    3. no właśnie, lepiej nie komentować...

      Usuń
    4. Oj, te typowo azjatyckie to już w ogóle jest syf :D
      A i tak je kocham :D

      Usuń
    5. Syf, syf i jeszcze raz syf ale tylko one tak ładne leżą na twarzy, to fakt :D

      Usuń
    6. hehe, ja wiem, że to syf, ale w gronie syfów tylko je lubię ;D Chodziło mi o to, że jak widzę BB, to omijam, nie biorę do ręki, ogólnie nie wgłębiam się w ich skład bo wiem, że to syf, ale do azjatyckich BB i tak mam słabość ;)

      Usuń
    7. oj nie tylko TY jedna :D jak widać zresztą :)

      Usuń
  8. Cieszę się, że Ty również wyłapujesz takie syfy w składach. Czasami czułam się jak ostatnia maruda, zwracając uwagę na obecność takiego, czy innego składnika... a pod postem fafnaście komentarzy, że nikomu nie szkodzi tylko mnie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba je wyłapywać, trzeba się ciągle uczuć, trzeba być czujnym :)

      Usuń
  9. Aga, Ty masz na pewno jakiś inny płyn ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam "Cię" i cały czas się uczę.
    Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajnie się to czyta, zwłaszcza, że wszyscy piszą o tym produkcie, no i dobrze wiedzieć, cóż zacz...

    (Sama jestem na ów produkt odporna, bo nie używam miceli, ale jeśli ciągle coś gdzieś widzę, to czuję się jakbym używała... Z powodu blogosfery mam poczucie, że używam wielu rzeczy, których nie używam... OK, chyba jestem zmęczona ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym mówisz, to tak jak ja miałam z lakierami, wszyscy używali Essie i OPI aż przeszło na mnie :D

      Usuń
  12. Znając życie nie podrażniłby mnie jakoś masakrycznie, ale z drugiej strony jeśli nie muszę nakładać na twarz kału - nie będę tego robić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taka opcja :) Pewnie należysz to tych mało wrażliwych stworzeń co to nie reagują alergicznie na byle co :) jak ja ;D

      Usuń
  13. Osz fujka, nienawidzę produktów, które podrażniają oczy, a micelem często je przemywam. Szkoda czasu na taki produkt :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Zapamiętam i przy okazji sprawdzę w swoich kosmetykach, czy któryś z nich nie ma tego składnika. Bardzo przydatny post, dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyś go nie spotkała w swoich produktach :)

      Usuń
  15. Odpowiedzi
    1. sprawdź, sprawdź i życzę, żebyś nie znalazła :)

      Usuń
  16. A ja mam wrażenie, że to producent nakazuje tworzyć takie receptury, czy nawet je wykupuje. Tanim kosztem rzuca hasło, że chce tanio, w ładnym opakowaniu i żeby było widać delikatną pianę, bo to się sprzedaje.

    OdpowiedzUsuń
  17. Co prawda nie miałam tego wynalazku (wynalazek, tak to dobre określenie), ale jakoś nie kusi mnie. Ostatnio przechodzę fascynację GLOV i dopiero za 2 miesiące zmienię formę demakijażu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że GLOV będziesz cieszyć się znacznie dłużej :)

      Usuń
  18. Kolejny micel, którego na 100% nie wypróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dobrze wiedzieć ! Ciężko jest zapamiętać te wszystkie nazwy i analizować skład każdego produktu przed zakupem. Zdecydowanie lepiej skojarzyć produkt i zapamiętać czy jest wart uwagi czy też nie ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że blogi to znacznie ułatwiają, opierają się mocno na obrazkach :)

      Usuń

Komentarze od Was dodają ENERGII :) Dzięki