wtorek, 17 września 2013

DERMIQUE, gdzie rzeźbi się PIĘKNO

7 września 2013 roku był ostatnim dniem bajecznej pogody. Od tego momentu można
doliczać dni do kalendarzowej jesieni, w tym roku będzie dłuższa niż ustawa przewiduje,
o ile nic się nie zmieni, a jak podnoszę wzrok na okno, nie zapowiada się lepiej.
Wracając do soboty. Ciepły wietrzyk, nie za gorące słońce i niebieskie niebo nad dachami
KRAKOWA. Wczesne przedpołudnie. Dworzec jak zwykle pełen ludzi. Spotykam się z Olą,
moją drugą przewodniczką po tym klimatycznym mieście, pierwsza szalała w Turcji ;)



Dziś odwiedzimy Instytut Piękna & SPA - DERMIQUE (KLIK TUTAJ)
Jesteśmy ciekawe wszystkiego, począwszy od gości skończywszy na samym salonie.
Dojazd z dworca do Instytutu jest prosty, AUTOBUS 179 o ile mnie pamięć nie myli.
Wysiadamy …. no nie pamiętam ale uzupełnię, jak mi Ola podpowie… i przechodzimy
na drugą stronę, pod mostem… tam już zaczyna się ulica Ludwinowska, a my szukamy 11/10,
zdziwione lekko, że to tak BLISKO, i że będziemy przed czasem.

Salon znajduje się w nowoczesnym budynku odgrodzonym od reszty świata murem.
Po wyszeptaniu magicznych słów „Sezamie otwórz się” wchodzimy na teren prywatny.
Z daleka widzimy logo firmy. Nagle robi się ciszej, piękniej, jakby luksusowo.
Trawa jest bardziej miękka i zielona niż na zewnątrz, kamienie bardziej białe,
i tylko szum wody z mini wodospadu dość głośno w tej ciszy wdziera się w nasze uszy.
Tak, to zdecydowanie artystyczne miejsce, w którym rzeźbi się piękno…






Wchodzimy do środka, gdzie widać lekko nerwową krzątaninę, ale spokojnie,
blogerki nie gryzą ;) Po szybkim „dzień dobry” uciekamy do łazienki… ładniutka była,
ale nie pokażę Wam jak bardzo, jedyne zdjęcie które pochodzi z tego przybytku to TO…


Chwilę potem udajemy się na wielką, białą kanapę wypić kawę, herbatę i nacieszyć oko tym,
co pyszniło się na stoliku. Cudowny kontrast kolorów. Coś co dobrze smakuje i dobrze wygląda
nie często idzie w parze, tym razem jednak oba te warunki były spełnione, no prawie,
jak się okazało, świeża figa lepiej się prezentuje zaś suszona lepiej smakuje ;)



I kanapeczki Proszę ja Was, majstersztyk. Jedna z Pań podpowiadała, że określa się je
mianem „volverantów”, jednak nie znalazłam w sieci informacji na ten temat, jakby ktoś
coś wiedział na temat niżej tu zaprezentowanych, niech da znać w komentarzu.


Na pewno jesteście ciekawi kto z blogerek jeszcze był, już Wam pokazuję.
Ania z Jedwabna strona życia
Kasia z Alchemiczno - kosmetycznie inie tylko
Wszystkie cierpliwie czekałyśmy na rozpoczęcie programu, który przewidywał
jeden zabieg, opowieść o Instytucie, picie, jedzonko i niespodziankę... a ja jak zwykle rzeźbię... zdjęcie ;P


Pani Ania, kosmetolog pracujący w DERMIQUE, opowiedziała nam o zabiegach,
o celach firmy, założeniach, innymi słowy o filozofii Instytutu, a także o kosmetykach.
Jak możecie sami zauważyć, marki do najtańszych nie należą, FILORGA to już zakres
medycyny estetycznej, o wysokiej renomie, którą cenią klientki w wielu krajach.
Po części oratorskiej przyszedł czas na działanie. Do zabiegu zgłosiła się Ola, co też
dokładnie opisała na swoim blogu, więc zachęcam do poczytania O TUTAJ.
Podczas gdy Ola piękniała w oczach, ja prowadziłam rozmowę z przemiłą Panią
Dermatolog, która sprzedała mi info o ciekawych kosmetykach (fascynujący jest ten babski
świat, już tyle marek znam, a o tylu jeszcze nic nie wiem ;D)


Wróćmy do zabiegu.
Ja miałam dokładnie to samo co Ola, tyle tylko, że trafiłam pod rękę - jak się potem okazało -
mojej widzki ;D z dawnego kanału na YouTube. Szalenie było mi miło słyszeć, że ktoś
PAMIĘTA. Teraz ten kanał wyglądałby zupełnie inaczej, nie niej jednak miło było pogadać
Emilio <3 Po raz kolejny powtarzam, jaki ten świat mały :)


Cryolift to narzędzie z Laboratorium FILORGA, które w sposób wyjątkowo łagodny
łączy w sobie działanie odmładzające, ujędrniające, pubudzające, przywracające owal twarzy,
unoszące to co zaczyna z biegiem czasu zwisać („chomiki” tak zwane), to jeśli chodzi o twarz.
Wykonywany na ciele ujędrnia wewnętrzną część ramion (tu znowu tak zwane „motylki”),
przywraca do porządku zwiotczałą skórę na biuście i brzuchu, oraz wspomaga leczenie rozstępów.
Właśnie doszło do mnie, że ja już nie jestem tylko Homo Sapiens… podliczając wszystkie
zwierzątka na ciele plus zwierzęce cechy charakteru… ja to już całe ZOO :D


Wracając do tematu. -18 stopni w zimie to tragedia, w Anglii dramat narodowy, zamykają szkoły,
-18 stopni na twarzy leżąc wygodnie na ciepłym łóżku… bajka. Dziwne to nieprawdaż?

Taką właśnie temperaturą Pani Emilia, przy pomocy aparatu z sondą, wykonywała mi masaż
limfatyczny mojej facjaty, uprzednio wykonując szybki peeling kawitacyjny, który nawet
starałam się sfotografować, ale moja drżąca ręka i drżąca, metalowa szpatułka to nie jest
najlepiej dobrana para na Ziemi. Oficjalnie peeling kawitacyjny to ultradźwięki skierowane
w naszą skórę, które na środku nawilżającym delikatnie oczyszczają skórę za pomocą
specjalnej, metalowej, płaskiej końcówki która DRŻY. Nie oficjalnie kosmetolog jeździ taką szpachelką
i próbuje wydobyć z nas wewnętrzne piękno ;)



Sonda Cryolift wtłaczała w skórę kolejny profesjonalny preparat jakim jest NCTF Żel.
Wszystko o nim poczytajcie niżej. I teraz macie odpowiedź, dlaczego zdjęcia,
które Pam wykonała mi w niedzielne popołudnie w Boulangerie były pełne blasku ;)



Oba zabiegi było bardzo, bardzo skrócone, żałuję, że nie mogłyśmy mieć pełnego,
ponieważ jest bardzo przyjemnie, bardzo sympatycznie a skóra na drugi dzień
jest bardzo nie do poznania…

Ja widzicie zimno wcale nie jest takie złe, dzięki swoistemu szokowi termicznemu w skórze
poprawia się mikrokrążenie, częste skurcze i rozkurcze naczyń krwionośnych pozwalają na
skuteczne rozprowadzenie preparatu nałożonego na ciało. Skóra jest dotleniona i lepiej pracuje,
a to wszystko gwarantuje jędrność, elastyczność i blask.


Oczywiście są przeciwwskazania tj. zbyt mocno unaczyniona skóra, opryszczka,
silne migreny, częste problemy z zatokami, logicznie - przeziębienie, i prawie jak zawsze - ciąża.
Cała kuracja składa się z 8 zabiegów, ale już po pierwszym widać różnicę, i można ją
przeprowadzać dwa razy do roku.
Na zakończenie na twarzy ląduje nowy makijaż i spokojnie można wyjść do ludzi.




Potem rozkoszowałyśmy się jeszcze czekoladkami z Krakowskiej Manufaktury Czekolady,
która w rzeczywistości jest Lwowską, a Lwów, jak wicie albo nie wicie, to jedno z moich
ulubionych miast, więc tym większe Love poczułam do czekoladek, trudno się oprzeć.
Co jakiś czas odwiedzam Kraków, więc być może będzie okazja do opowiedzenia Wam
o innych zabiegach, a uwierzcie mi, przeciekawe są, np. masaż gorącym miodem ;o
pierwsze słyszę…


Na zakończenie salon SPA <3



A takim bonusem pożegnał mnie Kraków :D (Wystawa szarańczy w Galerii Krakowskiej) <3



To była cudnie spędzona sobota...

49 komentarzy:

  1. Zazdroszczę Ci tak spędzonej soboty. Moja była niesamowicie męcząca - praca, remont, sprzątanie i oczywiście moja ząbkująca córeńka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci szybko rosną, za moment będziesz mieć czas tylko dla siebie, a wtedy takie chwile relaksu smakują najlepiej :)

      Usuń
  2. Znów robal, ale tym razem na końcu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze zdjęcie jakie udało się zrobić Oli tego dnia :)

      Usuń
  3. Ojaaa, jak to ładnie wygląda, tak luksusowo :). Ja też chcę!!!!!!!!! Wiesz, ja sobotę spędziłam na lotnisku... I w samolocie... Klimatyzacja źle wpływa na cerę :(

    Ps.
    Karol looknął mi przez ramię i zapytał "co oni jej robią??????" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodobało by Ci się na pewno, ja bym Ci tam zrobiła w ogóle sesję :)

      Usuń
    2. Nie wątpię, na pewno byłabym zachwycona... Eh...

      Usuń
    3. Może będzie okazja, nie ehaj :)

      Usuń
  4. Ach, i wszystko jasne :) W takim razie Twoje spóźnienie na nasze spotkanie jest w pełni, ale to w pełni usprawiedliwione! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz bardzo przepraszam, byłam pewna, ze o 14 będziemy już na mieście :)

      Usuń
    2. Nie przepraszaj! Przecież to ja byłam beneficjentem ;)
      Ja na pewno straciłabym rachubę czasu w takim miejscu. Aż mam ochotę się tam wybrać :)

      Usuń
    3. Nie chodzi o stracenie rachuby, tylko o to, że o 14 leżałam jeszcze na fotelu a byłam pewna, że wyrobimy się wcześniej, Pani jednak wykonywała pracę bardzo spokojnie ;)

      Usuń
  5. Już kanapa z "baldachimem" mnie przekonuje. No to niezła sobota :) Tylko te szarańcze... mało przyjazne się wydają :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie przekonały głębokie fotele :) Wystawa była ciekawa, bo pierwszy raz mogłam z bliska je sobie pooglądać, i jakbym takie zobaczyła w NATURZE to biegłabym szybciej niż to obecnie możliwe ;)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Sama sobie zazdroszczę, przede wszystkim Krakowa i pięknej pogody, której chwilowo barak :)

      Usuń
  7. Bardzo klimatyczne miejsce. Można się zrelaksować i wypięknieć. Świetnie spędziłyście sobotę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klimatyczność jest tu najwyższego lotu :)

      Usuń
  8. Cudownie spedzona sobota. Milo ze sie tym dzielisz z nami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog to też mój pamiętnik, będę sobie czasem do tego wpisu wracać :)

      Usuń
  9. Te nowoczesne zabiegi naprawdę potrafią zdziałać cuda, żeby jeszcze tylko mieć na wszystko pieiędze... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, najlepiej całą kasetkę stówek ;) No ale... rzeźbienie kosztuje ;D

      Usuń
  10. Jeeeeeejku, ale bym chciała sobie tak odpocząć! kurduplu, rośnij szybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zazdroszczę takiej fajnej wycieczki :). Ciekawe te zabiegi, sama bym się chętnie im poddała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko MOŻESZ - polecam :) gdziekolwiek, gdzie się zajmują ciałem ;)

      Usuń
  12. Angel ,a to nie autobus był ..u nas tramwajka nie ma tak wysokich numerów, choć to duże miasto ;)
    No patrz ! a tu u mnie po sąsiedzku, prawie . Ba! ja co dzień , dwa razy dziennie w tę i we wtę Ludwinowską nawijam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że to był tramwaj ;D ale dla pewności wysłałam zapytanie do Oli, uzupełnię jak mi powie ;D
      A widzisz jakie fajne miejsce masz pod nosem? I tradycyjne zabiegi typu depilacja i takie tam w normalnej cenie :)

      Usuń
    2. A widzę dzięki Tobie ,a widzę :D
      Jak jesteś pewna, to musiał być inny numer na 100% :D

      Usuń
    3. A jednak autobus i to 179 ;D Dopytałam się :)

      Usuń
    4. ahahahha ....
      Już nie zapytam, co Wy wypiły na tym Dworcu Angel :D:D

      Usuń
  13. Ależ tam klimatycznie! :)

    Jaki Ty masz piękny skręt włosów!

    OdpowiedzUsuń
  14. bardzo ladny salon :), oj tez bym sie z checia polozyla na takim zabiegu ale "szewc bez butow chodzi" brakuje mi na to czasu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj tak jest... nie tylko w tej dziedzinie :)

      Usuń
  15. No to Was porozpieszczano za wszystkie czasy! Z pewnością było bardzo sympatycznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I przyjemnie i smacznie, lubię odwiedzać Kraków ;)

      Usuń
  16. Świetne spotkanie :) ja nie mogłam przyjąć zaproszenia ze względu na wyjazd. Żałuję, że nie zobaczyłam się z Wami :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Angel, jeszcze raz dziękujemy za Twoją wizytę i cieszymy się, że to była dla Ciebie udana sobota (dla nas też!). Do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo klimatyczny salon:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę się nie zgodzić, bo zdjęcia mówią same za siebie :)

      Usuń

Komentarze od Was dodają ENERGII :) Dzięki