wtorek, 18 października 2011

TAG: Tell me about yourself award

Witam Wszystkich BARDZO serdecznie :)


Wczoraj KASIA ogłosiła mi radosną nowinę.
Zostałam oTAGowana, a ponieważ na ostatni TAG
odpowiedziałam CHYBA kilka tygodni po oTAGowaniu,
tak teraz postanowiłam ją zaskoczyć i....
OTO JESTEM Z ODPOWIEDZIAMI :P



Zasady:
- napisz kto przyznał Ci nagrodę 
- napisz 7 przypadkowych faktów o sobie
- nominuj 15 blogerek 

1. Wyglądam w domu z każdego kąta...
    Albo ja jako JA albo ja w wersji pastelowej.
    Kiedyś na Allegro (jakieś 6 lat temu) była dość głośna akcja PŁACIENISZKI,
    zbierano na polskie dzieciaki na Litwie...
    I ja również w tym uczestniczyłam, można było mnie wylicytować ;-)
    Nie, nie, tylko BEZ TAKICH MYŚLI MI TUTAJ...  :D

    Użyczyłam swojego ciała tylko i wyłącznie na papierze :)
    Pastele szły nawet za tysiaka a tysiaki zasilały konto akcji.
    Część z nich udało mi się odzyskać dzięki uprzejmości licytujących.

     




2. Najwięcej czasu zajmują mi dwie rzeczy - sen i oglądanie filmów...

    Jakby nie patrzeć, jedno i drugie ma ze sobą wiele wspólnego.
    Każda z tych czynności powoduje w pewnym sensie oderwanie
    od świata rzeczywistego. Zarówno podczas snu jak i podczas
    oglądania filmu odprężam się całkowicie.
    A ten film łączy w sobie i sen, i kino ;-)
    Uwielbiam, polecam.... foto. Filmweb

                                                           


3. Do wszystkiego potrzebuję natchnienia...

    Są takie dni, kiedy lepiej nie wstawać z łóżka.
    Wszystko czego się tkniemy zamienia się w warczącego psa :/
    Więc po co się denerwować??
    Aby uniknąć stresu ROBIĘ COŚ tylko wtedy,
    kiedy mam natchnienie do ROBIENIA TEGO CZEGOŚ :)
    Między czasie NIE ROBIĘ NIC...


4. W okresie młodzieńczego buntu byłam bardzo niegrzeczna...

    Taaaak, oj wiele bym dała, żeby znów mieć 17 lat :)
    Wtedy, mimo oczywistych problemów wielu młodzieńczego,
    świat mimo wszystko wydawał się jakiś prostszy...
    Na szczęście nawet z łobuza może wyrosnąć stateczny filozof.
    aaaa,  to był ten pierwszy raz, kiedy ścięłam włosy na zapałkę :)


                   

5.  Malowałam sobie koszuli....


    Co widać na zdjęciu powyżej i poniżej :)
    Nigdy nie ubierałam się modnie, bo ubieranie się w sklepie sieciowym
    oznacza tylko jedno - setki lasek będzie nosić to samo...
    O nie....

6. Muszę powielić FAKT Kasi - mam słabość do facetów
   ...z długimi włosami....

  
   Odkąd w szóstej klasie szkoły podstawowej zaczęłam słuchać
   zespołu Guns N` Roses

   facet z długimi włosami to podstawa marzeń sennych ;)
   I kurcze do tej pory długowłosy facet gości w mej sypialni
   tylko podczas snu :((( buuu

   A wiecie, że babcia Axla był Polką? :) mrrrr


 7. Jestem uparta, zawzięta, upierdliwa, zimna jak głaz...
     jest tylko jedna rzecz, którą MOŻNA MNIE ZMIĘKCZYĆ i KUPIĆ...


    To ONA sprawa, że miękną mi kolana.
    To ONA pieści mój punkt G, a także A,B,C i X,Y,Z.
    To JEJ smak paraliżuje mój umysł.
    To JEJ zapach doprowadza mnie do szaleństwa.
    To przez NIĄ mogę być jak marionetka ;)

                                             
I na tym koniec dzisiejszych opowieści :)
Mam nadzieję, że nie umarliście z nudów.


Kogo mogę zaprosić do zabawy?
Może...
1. Majtki Rambo
2. Lady aggu
3. Uroda nie przemija
4. Leal251
5. Polska zima
6. Womanland
7. Sauria80
8. Magdakosmyrki
9. Panna Joanna
10. Katiuszka
11. xbebe18
12. Kobieta przed 30
13. Idaalia
14. Nokanami
15. Byannamarta                                       

piątek, 7 października 2011

SUHADA Nature Face Mask - moc granatu i awokado

Witajcie :)

Dziś pierwszy, naprawdę jesienny dzień.
Brak słońca, niska temperatura i deszcz...
Cały ten marny spektakl za oknem sprawił,
że zapragnęłam czegoś przyjemnego...

Przyjemnością dla mnie są maski,
wszelkiego rodzaju... na twarz i ciało...
Nie ma nic lepszego,
niż samorozpieszczanie :)


Dziś moją twarz rozpieszczała SUHADA.
To naturalne, ekologiczne produkty dostępne tylko w sieci LIDL.


FILOZOFIA tej serii to produkty wolne od parabenów, silikonów, barwników i parafiny.
Produkt zachęca nie tylko naturalnym wnętrzem ale również
rzucającą się w oczy kolorystyką, ładną grafiką i... drewnianą zakrętką.

KOSZTUJE niewiele jak na kosmetyk ekologiczny, posiadający certyfikat BDIH.
Można go kupić zależnie od promocji, za około 10/14 zł  za 75 ml.


Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, a raczej w nos, to ZAPACH.
Przywykłam do kosmetyków, gdzie granat ma słodkie oblicze...
Tutaj granat jest wyraźnie ostry, dość mocno daje po nosie,
ale to zapach który relaksuje, do którego się przyzwyczajamy.

KONSYSTENCJA idealna, jak gęsta, kremowa śmietanka,
która delikatnie otula naszą twarz.
Produkt powoli się wchłania w głąb skóry, zostawiając na twarzy filtr,
który można zmyć, lub zetrzeć chusteczką bądź gąbką.
Polecam każdej cerze, nie zapycha i nie podrażnia -
(mimo, iż zawiera alkohol), przy mojej naczyniowej cerze sprawdził się świetne.


DZIAŁANIE - idealnie nawilżona skóra, zaczerwienienia złagodzone,
twarz jest przyjemnie gładka i sprężysta.

Jest to bez wątpienia kosmetyk godny uwagi, jeśli spotkacie w Lidlu
to się nie zastanawiać, tylko brać :) Buziaki :*

środa, 5 października 2011

Weekend w Krakowie czyli jak i gdzie się zrelaksować... DECAMERON / część 1

Witajcie Moi Mili :)

Dzisiaj w końcu przywiązuję się do krzesła, znikam z FB i piszę...
I nie wstanę z tego krzesła, póki nie napiszę Wam...
o moim ostatnim, wrześniowym wypadzie do Krakowa.

Zacznijmy od tego, że wyjazd ten to nagroda, którą udało mi się wygrać
w jednym z konkursów firmy
Uwaga, teraz będę złośliwa... w kwestii wszelkiej maści konkursów, organizowanych na kanałach
YouTube bądź blogach, w tych których sama uczestniczyłam... bo co mi mogło przyjść na myśl??

Na przykład wygrana w konkursie anetaatena5, gdzie to sponsorem była firma VIPERA,
która to jako nagrodę wysłała podkład dla murzynki i błyszczyk ze startymi napisami...
Albo inny "fenomen" - firma CALMADERM, która rozesłała swoje produkty do testowania
blogerkom - tyle tylko, że ich termin ważności jakby już upłynął, albo upłynie lada moment...
Takie to praktyki marketingowe stosują niektóre firmy... chyba nikt ich nie nauczył,
co oznacza termin CZARNY PR....

Dlaczego o tym wspomniałam??
Ponieważ nagroda BIELENDY to przykład firmy, która o swój PR dba wzorcowo...
ale o tym przekonacie się za moment.

W Krakowie miałam pojawić się 24 września... jednak przypadek sprawił,
że data ta uległa zmianie, i bardzo dobrze, bo przy okazji mojego relaksu
załapałam się na spotkanie dziewczyn z YouTube, które organizowała PrettyWomanTV1.

Jako osobę towarzyszącą zabrałam Michała, ponieważ jako jedyny człek na Ziemi
miał wolne w P I Ą T E K ....
Dla ciekawskich - Michał to kolega z roku... FILOZOFIA się kłania :))
 (Dziękuję za niesienie bagażu) ;)



W Krakowie pojawiliśmy się przed południem, planowa godzina przybycia na miejsce nie wchodzi w grę...
poranne korki - nieunikniona przeszkoda w dotarciu do celu :/
Za to pogoda spisała się świetnie, pełne słońce, bezchmurne niebo, lekki wiaterek, mrrrrr


Prosto z dworca PKS mieliśmy wyjście na ulicę św. FILIPA.
Tak przynajmniej było na mapie.
Nie przewidzieliśmy tylko, że dworzec ma kilka wyjść :D
W związku z czym na ulicę Św. Filipa prędko nie dotarliśmy :(
I tu nasuwa mi się jedno, bolesne spostrzeżenie...
GPS wymyślono właśnie dla takich kretynów jak MY :D

Kiedy jednak już tam doczłapaliśmy oczom naszym ukazała się brzydka kamienica,
z pięknymi wnętrzami... i widzicie teraz, lepiej nie oceniać po wyglądzie ;)

Zamieszkaliśmy w cudownym


Jak sami możecie przeczytać na ich stronie stworzyli luksusowe apartamenty, gdzie dawny wystrój wnętrz
połączono w nowoczesnością, co razem daje oryginalną, niepowtarzalną atmosferę miejsca.
I muszę się z tym zgodzić, co do joty napisali PRAWDĘ :)

Mieliśmy do dyspozycji apartament z nowoczesną kuchnią i łazienką...




... oraz z dwoma, stylowymi sypialniami.

Moja sypialnia wyglądała tak:





A tak wyglądała sypialnia Michała...






Może nie każdy przepada za starociami, ale jeśli takowe lubicie,
to ja z całego serca polecam to miejsce.

Kuchnia jest wyposażona w nowoczesny sprzęt, jeśli macie ochotę można coś ugotować...
(ale po co, skoro jest tyle knajp na mieście) ;)
Są kubki, lampki do wina, miseczki, talerzyki, co dusza zapragnie.
W szafie jest nawet deska do prasowania i żelazko, gdyby się nam coś pogniotło.
Doba hotelowa zaczyna się o 14:00 a kończy o 12:00 dnia następnego, jednak...
przemiła Pani Marika, która zajmuje się rezerwacjami,
każdego gościa traktuje wyjątkowo...
dlatego też nasz doba zaczęła się już od 10 rano :)
Mogliśmy zostawić nasze bagaże i spokojnie udać się do kolejnego miejsca,
o którym opowiem Wam w następnym poście :)

Zdjęcia nie oddają faktycznej atmosfery tego miejsca...
Trzeba tam być... trzeba samemu pochodzić po lekko skrzypiącym parkiecie...
trzeba samemu poczuć ten klimat, klimat dawnej epoki...

Zarówno ja jak i Michał skończyliśmy szkoły, które związane były ze sztuką i historią,
dlatego dla nas to miejsce było absolutnie wyjątkowe.

Powiem Wam szczerze, że z szacunku do tych staroci większość czasu spędziliśmy w kuchni :D
Normalnie jak Kopciuchy ;-D

Dzisiejszego posta mogę zakończyć słowami WŁÓCZYKIJA
"Wszystko staje się trudne, kiedy się chce posiadać różne rzeczy, 

nosić je ze sobą i mieć je na własność. A ja tylko patrzę na nie, 
a odchodząc staram się zachować je w pamięci.(..)"

Wyjechałam z Krakowa bardzo bogata...
o obrazy zachowane w mej pamięci :)

Pozdrawiam Was cieplutko i zapraszam na kolejnego posta,
w którym opowiem Wam o tym jak mnie katowali...
znaczy się... RELAKSOWALI ;D

Angel