środa, 7 grudnia 2011

Joanna, Naturia Maseczka pielęgnująca z makiem i bawełną do włosów farbowanych

Witajcie :)

Idealny moment na napisanie posta na temat maski z Joanny,
ponieważ niedawno skończyłam suszyć włosy,
i mam w sobie pełno agr... energii, by opisać co i jak z tą maską...

Ostatnimi czasy często dosuszam włosy na grubej szczotce.
Żeby było miło, cacy i przyjemnie dobrze jest,
jak wcześniej jakaś porządna maska otuli te włosy...
żeby gładko przechodziły pomiędzy zębami szczotki,
żeby się nie wyrywały,
żeby były lśniące i gładkie,
żeby nie były zbyt napuszone....
wiecie o co chodzi :)

Kiedy maska jest mizerna, efekt jest taki jaki ja miałam dzisiaj,
czyli siłowanie się w łazience ze swoimi własnymi włosami,
które tępo przechodziły przez szczotkę.
No buuuuuuuuuu....

Umyłam włosy, żeby odświeżyć swój stan,
i co z tego, jak się przy tym spociłam,
jak żółw po biegu z Achillesem...

PARADOKS ta maska ;)


Kupiłam przy okazji dużej promocji Joanny w sieciach TESCO.
Zapłaciłam 5 zł z groszem.
Fajnie - myślę sobie - bo za 250 ml nie wychodzi drogo.

Opakowanie klasyczne, słoik z wieczkiem.
Zapach, jak na moje wymagania, całkiem przyjemny.
Na włosach pachnie bardzo delikatnie,
trzeba się zaciągnąć, żeby coś poczuć ;)

Sensowna, budyniowa konsystencja.
A teraz najważniejsze,
na włosach suchych, kręconych się nie sprawdza.
Jest po prostu za delikutaśna.


Po zmyciu jej z włosów mam wrażenie, że nic na nich nie było...
Zostaje zapach, też delikatny...


Panthenol, wyciąg z maku i bawełny są umieszczone trochę za daleko,
może właśnie dlatego maska nie robi tego co obiecuje producent,
a co obiecuje, przeczytaj poniżej, jeśli masz ochotę ;)


Producent obiecuje:

Maseczka pielęgnująca została opracowana specjalnie z myślą
o skutecznej pielęgnacji włosów farbowanych. 
Zawiera starannie dobrane składniki naturalne, 
które działają odżywczo i pielęgnująco na włosy.
Mak– posiada właściwości nawilżające i korzystnie wpływa na połysk włosów.
Bawełna – bogata w proteiny, działa na włosy kondycjonująco.
Wspaniałe rezultaty:
- Zdrowy i piękny wygląd włosów,
- Włosy znacznie bardziej lśniące, miękkie i elastyczne,
- Łatwe do rozczesywania i układania.
piątek, 2 grudnia 2011

Wstyd i hańba... dermaV10 Cocoa Body Butter

Wstyd i hańba odnosi się tylko do mnie :)
Żeby nikt nie powiązał mi tego z masłem :D

Wstyd i hańba bo zaniedbuję wszystko, łącznie z blogiem.
Wybaczcie, zagubiłam się w czasoprzestrzeni...

Mam sporo kosmetyków, które są niemal na wykończeniu.
Jedno użycie i do kosza.
Jednym z nich jest masło do ciała dermaV10,
które przybyło do mnie z Anglii.
Można je tam dostać za jednego funta.


Na tej stronie znajdziecie jeszcze inne warianty.
Masła dermaV10

Świetna alternatywa dla osób poszukujących tańszych rozwiązań ;)
Masło kakaowe pachnie bardzo słodko, LUBIĘ TO!
Ma niezwykle aksamitną konsystencję.
Pozostawia na skórze miły w dotyku film.


Skóra jest nawilżona i miękka,
choć nawilżenie nie utrzymuje się długo.
Szybko się wchłania, nie brudzi ubrań.


Skład chyba też nie jest taki najgorszy,
powiedziałabym - standardowy - jak na dość tani kosmetyk.


Szkoda, że nie można ich kupić na paatal.pl
Z całą pewnością zamówiłabym wszystkie warianty zapachowe.


Pozdrawiam :)



wtorek, 18 października 2011

TAG: Tell me about yourself award

Witam Wszystkich BARDZO serdecznie :)


Wczoraj KASIA ogłosiła mi radosną nowinę.
Zostałam oTAGowana, a ponieważ na ostatni TAG
odpowiedziałam CHYBA kilka tygodni po oTAGowaniu,
tak teraz postanowiłam ją zaskoczyć i....
OTO JESTEM Z ODPOWIEDZIAMI :P



Zasady:
- napisz kto przyznał Ci nagrodę 
- napisz 7 przypadkowych faktów o sobie
- nominuj 15 blogerek 

1. Wyglądam w domu z każdego kąta...
    Albo ja jako JA albo ja w wersji pastelowej.
    Kiedyś na Allegro (jakieś 6 lat temu) była dość głośna akcja PŁACIENISZKI,
    zbierano na polskie dzieciaki na Litwie...
    I ja również w tym uczestniczyłam, można było mnie wylicytować ;-)
    Nie, nie, tylko BEZ TAKICH MYŚLI MI TUTAJ...  :D

    Użyczyłam swojego ciała tylko i wyłącznie na papierze :)
    Pastele szły nawet za tysiaka a tysiaki zasilały konto akcji.
    Część z nich udało mi się odzyskać dzięki uprzejmości licytujących.

     




2. Najwięcej czasu zajmują mi dwie rzeczy - sen i oglądanie filmów...

    Jakby nie patrzeć, jedno i drugie ma ze sobą wiele wspólnego.
    Każda z tych czynności powoduje w pewnym sensie oderwanie
    od świata rzeczywistego. Zarówno podczas snu jak i podczas
    oglądania filmu odprężam się całkowicie.
    A ten film łączy w sobie i sen, i kino ;-)
    Uwielbiam, polecam.... foto. Filmweb

                                                           


3. Do wszystkiego potrzebuję natchnienia...

    Są takie dni, kiedy lepiej nie wstawać z łóżka.
    Wszystko czego się tkniemy zamienia się w warczącego psa :/
    Więc po co się denerwować??
    Aby uniknąć stresu ROBIĘ COŚ tylko wtedy,
    kiedy mam natchnienie do ROBIENIA TEGO CZEGOŚ :)
    Między czasie NIE ROBIĘ NIC...


4. W okresie młodzieńczego buntu byłam bardzo niegrzeczna...

    Taaaak, oj wiele bym dała, żeby znów mieć 17 lat :)
    Wtedy, mimo oczywistych problemów wielu młodzieńczego,
    świat mimo wszystko wydawał się jakiś prostszy...
    Na szczęście nawet z łobuza może wyrosnąć stateczny filozof.
    aaaa,  to był ten pierwszy raz, kiedy ścięłam włosy na zapałkę :)


                   

5.  Malowałam sobie koszuli....


    Co widać na zdjęciu powyżej i poniżej :)
    Nigdy nie ubierałam się modnie, bo ubieranie się w sklepie sieciowym
    oznacza tylko jedno - setki lasek będzie nosić to samo...
    O nie....

6. Muszę powielić FAKT Kasi - mam słabość do facetów
   ...z długimi włosami....

  
   Odkąd w szóstej klasie szkoły podstawowej zaczęłam słuchać
   zespołu Guns N` Roses

   facet z długimi włosami to podstawa marzeń sennych ;)
   I kurcze do tej pory długowłosy facet gości w mej sypialni
   tylko podczas snu :((( buuu

   A wiecie, że babcia Axla był Polką? :) mrrrr


 7. Jestem uparta, zawzięta, upierdliwa, zimna jak głaz...
     jest tylko jedna rzecz, którą MOŻNA MNIE ZMIĘKCZYĆ i KUPIĆ...


    To ONA sprawa, że miękną mi kolana.
    To ONA pieści mój punkt G, a także A,B,C i X,Y,Z.
    To JEJ smak paraliżuje mój umysł.
    To JEJ zapach doprowadza mnie do szaleństwa.
    To przez NIĄ mogę być jak marionetka ;)

                                             
I na tym koniec dzisiejszych opowieści :)
Mam nadzieję, że nie umarliście z nudów.


Kogo mogę zaprosić do zabawy?
Może...
1. Majtki Rambo
2. Lady aggu
3. Uroda nie przemija
4. Leal251
5. Polska zima
6. Womanland
7. Sauria80
8. Magdakosmyrki
9. Panna Joanna
10. Katiuszka
11. xbebe18
12. Kobieta przed 30
13. Idaalia
14. Nokanami
15. Byannamarta                                       
piątek, 7 października 2011

SUHADA Nature Face Mask - moc granatu i awokado

Witajcie :)

Dziś pierwszy, naprawdę jesienny dzień.
Brak słońca, niska temperatura i deszcz...
Cały ten marny spektakl za oknem sprawił,
że zapragnęłam czegoś przyjemnego...

Przyjemnością dla mnie są maski,
wszelkiego rodzaju... na twarz i ciało...
Nie ma nic lepszego,
niż samorozpieszczanie :)


Dziś moją twarz rozpieszczała SUHADA.
To naturalne, ekologiczne produkty dostępne tylko w sieci LIDL.


FILOZOFIA tej serii to produkty wolne od parabenów, silikonów, barwników i parafiny.
Produkt zachęca nie tylko naturalnym wnętrzem ale również
rzucającą się w oczy kolorystyką, ładną grafiką i... drewnianą zakrętką.

KOSZTUJE niewiele jak na kosmetyk ekologiczny, posiadający certyfikat BDIH.
Można go kupić zależnie od promocji, za około 10/14 zł  za 75 ml.


Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, a raczej w nos, to ZAPACH.
Przywykłam do kosmetyków, gdzie granat ma słodkie oblicze...
Tutaj granat jest wyraźnie ostry, dość mocno daje po nosie,
ale to zapach który relaksuje, do którego się przyzwyczajamy.

KONSYSTENCJA idealna, jak gęsta, kremowa śmietanka,
która delikatnie otula naszą twarz.
Produkt powoli się wchłania w głąb skóry, zostawiając na twarzy filtr,
który można zmyć, lub zetrzeć chusteczką bądź gąbką.
Polecam każdej cerze, nie zapycha i nie podrażnia -
(mimo, iż zawiera alkohol), przy mojej naczyniowej cerze sprawdził się świetne.


DZIAŁANIE - idealnie nawilżona skóra, zaczerwienienia złagodzone,
twarz jest przyjemnie gładka i sprężysta.

Jest to bez wątpienia kosmetyk godny uwagi, jeśli spotkacie w Lidlu
to się nie zastanawiać, tylko brać :) Buziaki :*

środa, 5 października 2011

Weekend w Krakowie czyli jak i gdzie się zrelaksować... DECAMERON / część 1

Witajcie Moi Mili :)

Dzisiaj w końcu przywiązuję się do krzesła, znikam z FB i piszę...
I nie wstanę z tego krzesła, póki nie napiszę Wam...
o moim ostatnim, wrześniowym wypadzie do Krakowa.

Zacznijmy od tego, że wyjazd ten to nagroda, którą udało mi się wygrać
w jednym z konkursów firmy
Uwaga, teraz będę złośliwa... w kwestii wszelkiej maści konkursów, organizowanych na kanałach
YouTube bądź blogach, w tych których sama uczestniczyłam... bo co mi mogło przyjść na myśl??

Na przykład wygrana w konkursie anetaatena5, gdzie to sponsorem była firma VIPERA,
która to jako nagrodę wysłała podkład dla murzynki i błyszczyk ze startymi napisami...
Albo inny "fenomen" - firma CALMADERM, która rozesłała swoje produkty do testowania
blogerkom - tyle tylko, że ich termin ważności jakby już upłynął, albo upłynie lada moment...
Takie to praktyki marketingowe stosują niektóre firmy... chyba nikt ich nie nauczył,
co oznacza termin CZARNY PR....

Dlaczego o tym wspomniałam??
Ponieważ nagroda BIELENDY to przykład firmy, która o swój PR dba wzorcowo...
ale o tym przekonacie się za moment.

W Krakowie miałam pojawić się 24 września... jednak przypadek sprawił,
że data ta uległa zmianie, i bardzo dobrze, bo przy okazji mojego relaksu
załapałam się na spotkanie dziewczyn z YouTube, które organizowała PrettyWomanTV1.

Jako osobę towarzyszącą zabrałam Michała, ponieważ jako jedyny człek na Ziemi
miał wolne w P I Ą T E K ....
Dla ciekawskich - Michał to kolega z roku... FILOZOFIA się kłania :))
 (Dziękuję za niesienie bagażu) ;)



W Krakowie pojawiliśmy się przed południem, planowa godzina przybycia na miejsce nie wchodzi w grę...
poranne korki - nieunikniona przeszkoda w dotarciu do celu :/
Za to pogoda spisała się świetnie, pełne słońce, bezchmurne niebo, lekki wiaterek, mrrrrr


Prosto z dworca PKS mieliśmy wyjście na ulicę św. FILIPA.
Tak przynajmniej było na mapie.
Nie przewidzieliśmy tylko, że dworzec ma kilka wyjść :D
W związku z czym na ulicę Św. Filipa prędko nie dotarliśmy :(
I tu nasuwa mi się jedno, bolesne spostrzeżenie...
GPS wymyślono właśnie dla takich kretynów jak MY :D

Kiedy jednak już tam doczłapaliśmy oczom naszym ukazała się brzydka kamienica,
z pięknymi wnętrzami... i widzicie teraz, lepiej nie oceniać po wyglądzie ;)

Zamieszkaliśmy w cudownym


Jak sami możecie przeczytać na ich stronie stworzyli luksusowe apartamenty, gdzie dawny wystrój wnętrz
połączono w nowoczesnością, co razem daje oryginalną, niepowtarzalną atmosferę miejsca.
I muszę się z tym zgodzić, co do joty napisali PRAWDĘ :)

Mieliśmy do dyspozycji apartament z nowoczesną kuchnią i łazienką...




... oraz z dwoma, stylowymi sypialniami.

Moja sypialnia wyglądała tak:





A tak wyglądała sypialnia Michała...






Może nie każdy przepada za starociami, ale jeśli takowe lubicie,
to ja z całego serca polecam to miejsce.

Kuchnia jest wyposażona w nowoczesny sprzęt, jeśli macie ochotę można coś ugotować...
(ale po co, skoro jest tyle knajp na mieście) ;)
Są kubki, lampki do wina, miseczki, talerzyki, co dusza zapragnie.
W szafie jest nawet deska do prasowania i żelazko, gdyby się nam coś pogniotło.
Doba hotelowa zaczyna się o 14:00 a kończy o 12:00 dnia następnego, jednak...
przemiła Pani Marika, która zajmuje się rezerwacjami,
każdego gościa traktuje wyjątkowo...
dlatego też nasz doba zaczęła się już od 10 rano :)
Mogliśmy zostawić nasze bagaże i spokojnie udać się do kolejnego miejsca,
o którym opowiem Wam w następnym poście :)

Zdjęcia nie oddają faktycznej atmosfery tego miejsca...
Trzeba tam być... trzeba samemu pochodzić po lekko skrzypiącym parkiecie...
trzeba samemu poczuć ten klimat, klimat dawnej epoki...

Zarówno ja jak i Michał skończyliśmy szkoły, które związane były ze sztuką i historią,
dlatego dla nas to miejsce było absolutnie wyjątkowe.

Powiem Wam szczerze, że z szacunku do tych staroci większość czasu spędziliśmy w kuchni :D
Normalnie jak Kopciuchy ;-D

Dzisiejszego posta mogę zakończyć słowami WŁÓCZYKIJA
"Wszystko staje się trudne, kiedy się chce posiadać różne rzeczy, 

nosić je ze sobą i mieć je na własność. A ja tylko patrzę na nie, 
a odchodząc staram się zachować je w pamięci.(..)"

Wyjechałam z Krakowa bardzo bogata...
o obrazy zachowane w mej pamięci :)

Pozdrawiam Was cieplutko i zapraszam na kolejnego posta,
w którym opowiem Wam o tym jak mnie katowali...
znaczy się... RELAKSOWALI ;D

Angel


czwartek, 22 września 2011

BAQLISHI - chińskie cienie, czy aby na pewno takie złe?

Witajcie :)

Post ten pewnie by nie powstał, gdyby nie zachcianka pewnej Magdy ( :*** ),
którą zaciekawił bordowy kolor na mojej powiece w tym makijażu,

i która to zechciała obejrzeć inne kolory dostępne w paletce, którą za moment Wam przedstawię.

BAQLISHI to chiński producent kosmetyków kolorowych.
Wiele z Was ma jeden, koronny argument na NIE, gdy tylko usłyszy o chińskich cieniach.
Argument ten brzmi:
NIE, BO TO CHIŃSKIE,
ale są też i takie:
NIE, BO NIE WIADOMO CO TAM JEST,
NIE, BO JEST ZA TANIO NA TO, ŻEBY TAM BYŁO COŚ DOBREGO...

Pewnie zdarzają się paletki, które nie mają podanego składu, ale w większości ten skład jest bardzo dobrze widoczny na opakowaniu. Trzeba tylko uważnie go przeczytać :)


I co? Niewiele tego, prawda?? Oprócz tych składników, które są w każdych cieniach, jak talc, mica czy kaolin, znajdziemy tam zaledwie jeden paraben... mało tego, znajdziemy tam lanolinę, która pielęgnuje naszą skórę. OOOO - zdziwienie....

LANOLINA
Naturalnego pochodzenia oczyszczony emulgator pozyskiwany z tłuszczu wełny owczej. 
Nazwa pochodzi od łacińskiego słowa "lano", co oznacza wełna. 
Zaliczana do grupy wosków. 
Skład chemiczny lanoliny jest podobny do naturalnej wydzieliny gruczołów łojowych - sebum. 
Doskonały zmiękczacz, natłuszczacz i środek ochronny zdolny do absorbcji wody w iloœci równej do 50% swojej wagi.
Doskonale wchłania się w skórę, uzupełnia jej barierę lipidowš i hamuje utratę wody, 
dzięki czemu działa zmiękczająco i nawilżająco. 
Powoduje gładkość i zmniejszenie szorstkości skóry. 
Stosowana jako środek oczyszczajšcy, 
wygładzający, natłuszczający, uelastyczniający skórę.
Dla porównania pokażę Wam skład perłowego cienia z INGLOTA


Trochę duże tej chemii, co nie?

Tak więc argumentowanie, że nie kupimy czegoś tylko dlatego, że jest tanie i chińskie wydaje mi się lekko przesadzonym, snobistycznym podejściem do tematu.

Może teraz skupmy się na cieniach.
Moje paletki BAQLISHI wyglądają tak.


Kupiłam je w sklepie "WSZYSTKO PO ..." i zapłaciłam 10 zł za jedną.
Zafascynowały mnie kolory, były mocne, intensywne, lekko połyskliwe, wręcz hipnotyzowały.
Kupiłam je w ciemno, nie dotykając ich w sklepie.
Ale zrobiłam to jak tylko za nie zapłaciłam, i wow...






Ciemne kolory są bardzo mocno napigmentowane.
Przywodzą mi na myśl paletki Sleek, tylko te są dużo tańsze.
A i niektóre kolory nie umywają się do Sleek.
Same cienie są bardzo miękkie, kremowe, świetnie rozsmarowują się na powiece.
Mają specyficzny zapach, taki... słodki :)

Można aplikować zarówno na bazę jak i bez bazy.
Wykonamy nimi trwały makijaż, który utrzyma się przez wiele godzin.


Do nakładania cieni możemy użyć czegokolwiek. Najlepiej jednak spisuje się pacynka i palec.
Pędzlem możemy zrobić prześwity, jeśli wcześniej nie nałożymy podkładu w postaci bazy albo kolorowej kredki (na zdjęciu widać aplikację zgodnie z wyżej podaną kolejnością).



Dzięki kremowej konsystencji łatwo wsmarowują się w powiekę, nałożenie cieni pacynką potęguję głębię koloru. Osobiście używam pacynek z cieni Sleek, jest jakby gumowa... zwykły puszek niestety nie daje sobie rady. Podobną pacynkę możemy znaleźć w tych cieniach (też gumową właśnie).


Podsumowując: tanie nie oznacza złego :)
Warto o tym pamiętać, kiedy spotkamy markę BAQLISHI na swojej drodze...
Cienie z tych paletek są metaliczne, niektóre mniej lub bardziej perłowe, czyli dokładnie takie,
jakie będą modne tej jesieni, a tutaj macie makijaż z użyciem jednej z tych paletek.



Pozdrawiam ciepło :)
 

wtorek, 20 września 2011

FILMOWO... "Autor Widmo" Romana Polańskiego

Witajcie :)

Dziś nieco inna tematyka, ale ponieważ ze świata filmu też czerpię inspirację,
postanowiłam zamieścić na tym blogu małą notką (pierwszą, ale nie ostatnią... :)
o tematyce filmowej.
Nie będę Wam opowiadać o czym jest film, jakie niesie przesłanie
(chyba, że uznam to za ważne), itp.
Będę pisać o swoich wrażeniach... a te bywają RÓŻNE.... więc jeśli jesteście ciekawi, zapraszam.


AUTOR WIDMO / The Ghost Writer
reżyseria: Roman Polański
scenariusz: Robert Harris, Roman Polański
premiera: luty 2010
produkcja: Francja, Niemcy, Wielka Brytania
gatunek: Dramat, Thriller



Gdybym wczoraj nie obejrzała "Wyspy tajemnic" pewnie dałabym "Autorowi
Widmo" nieco większą ocenę, a tak jest słaba 6, i to ze względu na dwie moje słabości -
Polańskiego i Ewan`a (typowo babskie, wiem wiem.... :>)
Dlaczego? Ponieważ ten pierwszy film mnie totalnie zaskoczył, zmanipulował, pożarł,
przemielił i wypluł... nie powiem, LUBIĘ TO :)
"Autor..." nie pozostawił po sobie tak mocnych wrażeń... momentami niemiłosiernie się
dłużył... napięcia tyle co w zdychającej baterii aparatu do mierzenia ciśnienia mojej babki...
nieeeee.... i jeszcze to zakończenie, które można sobie włożyć ....
Nie powiem... lekko się zawiodłam, a tyle nagród... tyle nominacji... psia kość

A na marginesie... DOM moich marzeń (jedna z wersji ;-) ta nowoczesna i minimalistyczna)

A jakie są wasze wrażenia po tym filmie?? Ktoś oglądał??
Zdjęcia FILMWEB





czwartek, 1 września 2011

FlosLek... BeECO... bio-certyfikowany krem na noc... recenzja

Ostatnio miałam przyjemność używać kremu z firmy FlosLek
po którym pozostało mi już jedynie puste opakowanie (szkoda) :(

Postaram się przedstawić plusy i minusy tego kosmetyku.

    PLUSY czyli to co mi się podoba
+ Kosmetyk POLSKI
+ Kosmetyk ekologiczny
+ Estetyczny, satynowy słoiczek
+ Rewelacyjny skład
+ Przystępna cena (30 zł za 50 ml)
+ Duża wydajność (Używałam ponad dwa miesiące)

    DZIAŁANIE
+ Błyskawiczne wchłanianie
+ Matowa skóra w parę sekund po nałożeniu
+  Skóra jest ukojona niemal natychmiast
+  Zaczerwienienia się uspokajają
+ Nawilżanie trwa całą noc, do rana
+ Rano skóra jest sprężysta i nawilżona


    MINUSY 
- Bez odpowiedniej pielęgnacji może zapychać i powodować wysyp krostek

Moja rada na to: każdego ranka dokładne oczyszczanie twarzy z pozostałości tego kremu za pomocą gąbeczki, szczoteczki lub peelingu do twarzy.

Moim zdaniem to naprawdę świetny krem o niezwykle bogatym wnętrzu, który warto wypróbować.
Na pewno do niego wrócę.


Chcesz wiedzieć więcej?
Przeczytaj co pisze o nim producent.

Odbudowująco - naprawczy bio-certyfikowany krem na noc, to doskonały regenerujący krem o bogatej konsystencji, na bazie naturalnego soku z aloesu. Zawiera certyfikowane składniki organiczne pochodzące z ekologicznych plantacji - ekstrakty z alpejskich ziół (Badleja Davidii, Thyme Extract,
Clary Sage Extract)
intensywnie regenerują,  stymulują komórki skóry do odnowy
 i wspomagają procesy antyoksydacyjne.
Dodatkowo wzbogacony: oliwą z oliwek, olejem jojoba
oraz masłem shea o działaniu ochronnymi naprawczym.

Odbudowująco - naprawczy krem na noc, systematycznie stosowany, polepsza własności biomechaniczne skóry (jędrność, sprężystość, elastyczność).  Niweluje niewielkie zmarszczki i linie mimiczne.
Wygładza i wyrównuje koloryt. Skóra wydaje się być zdrowsza, świeższa i odmłodzona.
- 98,776% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego.
- 71,948% wszystkich składników pochodzi z certyfikowanych upraw ekologicznych.
Naturalny i organiczny kosmetyk certyfikowany przez ECOCERT Greenlife
zgodnie ze standardami ECOCERT.


SKŁAD:
Aloe Barbade Leaf Juice*, Cetearyl Wheat Straw Glycosides,
Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter*, Glyceryl Stearate SE, Olea Europaea Fruit Oil*,
Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Galactoarabinan, Glycerin,
Tricaprylin, Glyceryl Stearate Citrate, Squalane, Salvia Sclarea Seed Oil, Buddleja Davidii Extract*,
Thymus Vulgaris Flower\Leaf Extract*, Aqua, Sodium Hyaluronate, Cera Alba*, Parfum, Propanediol,
Tocopheryl Acetate, Gluconolactone, Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid,
Benzoic Acid.
* składniki z certyfikowanych upraw ekologicznych.